sobota, 9 maja 2015

Rozdział IX

Wnętrze domu jest pogrążone w głuchej ciszy. Pojedyncze promienie zachodzącego słońca wydzierają się z objęć obłoków i wpadają przez niedawno myte okna do salonu i kuchni, które widać z przedsionka. Ściągam obcasy z obolałych nóg i powoli idę w stronę kanapy. Rozkładam się na niej wygodnie, w jedną rękę chwytając poranne ciastka Filipa, a w drugą pilot, którym włączam telewizor. Co prawda, angielskie programy są dla mnie mało interesujące, aczkolwiek muszę przerwać tą irytującą ciszę, która wwierca się w moje uszy. W końcu ląduję na kanale muzycznym i nakrywając się kocem wpycham do buzi czekoladowe ciastko, które mój przyjaciel kupił rankiem w cukierni naprzeciwko naszego domu. I cóż, muszę przyznać, że ubóstwiam słodkości, więc szybko opróżniam większość opakowania i pogrążam się w rozmyślaniach. Ten dom jest tak pusty. Zbyt pusty. Gdzie podziewa się Emma? Czyżby uciekła do Polski? Nie widziałam jej od kilku dni, Filip sprytnie omijał ten temat, natomiast jej pokój pozostawał zamknięty na klucz. Przecież nie pokłóciłyśmy się tak mocno, choć dziewczyna miała.. specyficzny charakter. Lubiła mieć wszystko pod kontrolą. Ale nie, ona nie zrezygnowałaby ze stażu. Na dodatek nie odbiera telefonów. Coś musiało się stać.
Przez kilka godzin leżałam na kanapie, rozmawiając ze znajomymi z Polski na skeypie. W międzyczasie wypiłam kolejną dziś kawę i przeczytałam jutrzejszy scenariusz, układając w głowie plan działania. Dynamiczne sceny, mało dialogów. W takich momentach reżyser miał spore pole do popisu.
Chwilę po północy do domu przyszedł, a w sumie wtoczył się Filip, uśmiechnięty od ucha do ucha, z poczochraną czupryną i ćmikiem w ustach.
Stop, Filip nie pali.
 Zerwałam się z łóżka, strącając na ziemię gruby scenariusz i pobiegłam pokracznie do antrejki .[1]
- Zobacz, kogo spotkałem! – zawołał nazbyt entuzjastycznie, a zza niego wyłoniły się dwie sylwetki. Przymrużyłam zmęczone oczy, a delikatne światło dochodzące z salonu zarysowało kontury. Do mieszkania powoli wszedł Matt, podpierając się swoją wielką dłonią o drewnianą framugę. Wzięłam głęboki oddech, by się uspokoić i poczułam kłującą w nozdrza woń alkoholu. Skrzywiłam się ze zniesmaczeniem. Zapach ten kojarzył mi się z menelami, którzy zawsze stali w bramie mojej starej kamienicy. Filip oparł się o frontowe drzwi, które pod wpływem ciężaru przytrzasnęły trzecią osobę klęczącą w progu. Wytężyłam wzrok i ujrzałam… Sheerana. O nie, teraz mają przesrane. Jak mogli przyjść do domu w takim stanie?! Zawróciłam nerwowo w stronę salonu, nie chcąc oglądać tego dramatu, lecz Matt pochwycił mnie w talii i szepnął.
- Kate zerwała z Edem, spotkaliśmy na mieście Filipa, musieliśmy to oblać!
- Ale nie do nieprzytomności! – warknęłam, wyswobadzając się z objęć.
Podeszłam do Sheerana i ciągnąc go za kaptur od bluzy pomogłam mu wejść do środka, zakluczyłam drzwi i wyrwałam z ust współlokatora końcówkę ćmika. Chłopak próbował nieudolnie protestować, ale tylko zatoczył się i ledwo utrzymał równowagę.
- Jak już macie tu być, to ściągnijcie chociaż łaskawie buty! Ed, na miłość boską, możesz wstać z podłogi? Przypominam Ci, że ludzie chodzą na dwóch nogach. – wrzasnęłam, a goście dostosowali się do moich warunków. Filip zaciągnął ich na kanapę, a ja przygotowałam herbaty.
- Pamiętasz, że jedziemy jutro na 9 do studia? – zapytałam przyjaciela. – A Ed i Matt do pracy?
W salonie na chwilę zapadła głucha cisza, od czasu do czasu przerywana siorbaniem. Wstałam nerwowo i zabrałam z ziemi scenariusz.
- Dobranoc panom, ja chcę się wyspać. – powiedziałam obrażonym tonem.
- Czekaj! – zawołał Ed. – Masz jakiś obiad?
- No pewnie, czekałam na ten dzień, aż będę mogła zostać Waszą kucharką! Cóż za zaszczyt! – skrzywiłam się, po chwili dopowiadając. – W lodówce są pyry z gzikiem, odgrzejcie sobie. Tylko chaty nie spalcie. – przewróciłam oczami i zawróciłam w stronę pokoju.
- Amelia, stój! Jak śpimy? – zapytał Filip.
- Jak to jak? Ja u siebie, Ty na kanapie, a Panowie zamawiają taksóweczkę i do domu. Ja naprawdę nie potrzebuję więcej współlokatorów.
- No przecież nie możemy ich w takim stanie wysłać do domu!
- Czemu nie?
Filip westchnął i popatrzył na mnie błagalnie. Oh, niech mu będzie. Ostatni raz.
- Mogą spać w pokoju Emmy?
Blondyn wykrzywił twarz, ni to w grymasie niezadowolenia, ni to smutku. Pokręcił przecząco głową.
- Robimy losowanie. – zawyrokował Matt.
- Że co? Jeśli myślicie, że ktoś będzie ze mną spać, to się grubo mylicie. – warknęłam, ale chłopacy puścili to mimo uszu. Ed wygrzebał z kieszeni stary paragon, Matt podarł go na małe kawałki i napisał na nich nasze imiona, a Filip wrzucił je do pustego kubka.
- Będę spać z… Mattem! – zawyrokował po chwili gmerania ręką w naczyniu. Zaniemówiłam.
- I że ja niby mam spać z Edem? – zapytałam zszokowana.
- Takie życie księżniczko. – westchnął mój przyjaciel. Przewróciłam oczami.
- Macie się wszyscy iść myć, teraz. A Ty masz im dać jakąś pidżamę. Ja pierdole. Cudowny wieczór. – warknęłam i schowałam się w moim pokoju.
Zapaliłam lampkę nocną i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Błękitna sypialnia prezentowała się całkiem nieźle – wszystkie rzeczy były na swoim miejscu, łóżko zaścielone, a z komody jak zawsze wyglądały drewniane ramki ze zdjęciami, które zrobiłam podczas wolontariatu w Madrycie razem z Emmą. Kilka lat temu opiekowałyśmy się tam młodą grupą na obozie sportowym i od tego czasu zaczęłyśmy razem podróżować po świecie.
Cholernie mi jej brakuje.
Po dłuższej chwili przyszedł Sheeran. Prysznic i zmiana ubrań podziałały na korzyść chłopaka – zniknął znienawidzony przeze mnie zapach fajek i alkoholu.
- Coś się stało? – zapytał troskliwie. Cholera, czy aż tak widać po mnie wszystkie emocje?
- Tęsknię za przyjaciółką.. Martwię się, że coś jej się stało.
Nawet nie zauważyłam, kiedy znalazłam się w jego objęciach.
- Nie bój się rzeczy, które być może nigdy się nie wydarzą.
Wow, jak na pijaną osobę powiedział coś serio mądrego. Zwracając uwagę na fakt, że jeszcze dwie godziny temu klęczał we frontowych drzwiach.
- Nie sam lęk jest najgorszy, ale to, co wtedy sobie wyobrażam.
Dlaczego jestem wobec niego tak szczera? Przecież nawet go nie znam.
Ed przytulił mnie mocniej. Po dłuższej chwili wydostałam się z jego uścisku i ocierając pojedyncze łzy wyszeptałam ‘Dziękuję’.
- Idziemy spać?
- Idziemy spać. – rudy przytaknął mi i wskoczył na prawą stronę łóżka. Położyłam się koło niego i zgasiłam lampkę.
- Zabierasz mi kołdrę! – poskarżył się po chwili chłopak.
- Życie. – zaśmiałam się i naciągnęłam materiał jeszcze mocniej, tak, że całkowicie spadł na ziemię.
- No chyba sobie żartujesz! – rudy udawał oburzenie i zaczął wyrywać mi z rąk brązowe przykrycie, a ja zaczęłam się głośno chichrać. Po chwili do pokoju wszedł zaspany Matt.
- Słuchajcie, jak macie zamiar do siebie zarywać, to róbcie to w dzień, a nie o drugiej w nocy!
- Dobrze tatusiu, będziemy już cicho. – zaśmiałam się jeszcze głośniej. Po chwili przepychanki oddałam Edowi jego kawałek nakrycia i odwróciłam się na bok, próbując zasnąć.



[1] Antrejka – po poznańsku przedsionek, korytarz. Przyzwyczajcie się, że będę używać poznańskiej gwary, by unikać powtórzeń xd

Jak Wam się podoba kolejny rozdział? :) Jeśli macie jakieś rady, sugestie - piszcie! Chciałabym się jak najbardziej rozwijać.

sobota, 2 maja 2015

Rozdział VIII

- Jestem Kate. – powiedziała w stronę Filipa, omijając mnie wzrokiem.
- Philip.
- Jesteś tu nowy?
- Tak, przyjechałem na staż razem z Amelią.
Ruda posłała mi zazdrosne spojrzenie i powróciła do wypytywania mojego przyjaciela.
- Skąd jesteś?
- Z Polski.
- Poznałeś już okolicę?
- Nie, przylecieliśmy niecały tydzień temu.
- Jeśli chcesz, możemy iść po zdjęciach na kawę, niedaleko jest bardzo dobra kawiarnia..
Wytrzeszczyłam oczy. Tylko. Nie. To.
- Pewnie. – Filip uśmiechnął się i spojrzał na mnie. – Idziesz z nami?
Zrobiłam się czerwona jak burak i miałam wrażenie, że udzielenie odpowiedzi zajęło mi kilka dobrych minut. Z jednej strony kompletnie nie chciałam spędzać czasu z Caufield, z drugiej nie chciałam zostawić Filipa samego. Chłopak ewidentnie wpadł jej w oko.
- Chętnie. – wykrzywiłam buzię w wymuszonym uśmiechu, a Rudowłosa posłała mi nienawistne spojrzenie. Nic z tego, nie będzie się umawiać z moim przyjacielem.
Na całe szczęście zza zakrętu wyłoniła się Lucy, zwiastując swoje przyjście głośnym stukaniem szpilek o posadzkę.
- Nowi, za mną! Pokażę wam halę, w której będziemy pracować! – zawołała i nie czekając na nas ruszyła przed siebie.
O tak, było co zwiedzać. Pokoje ze scenografią, kostiumami, wizażystami, sprzętem… Poznaliśmy masę ludzi z ekipy, na szczęście wszyscy byli życzliwi i pomocni. Filip zapoznał się z programem do montażu, a ja rozmawiałam z reżyserem o jego wizji twórczej i scenariuszu. To była naprawdę praca moich marzeń, jednak pierwszy dzień w połączeniu z emocjami i obchodzeniem tak wielkiego studia był bardzo męczący. Gdy o piętnastej wyszliśmy z budynku, przypomniałam sobie o spotkaniu z Kate. Normalnie bym się poświęciła, lecz dziś wyjątkowo nie miałam już siły.
- Filip, źle się czuję. Pojadę już do domu, ok?
- Jechać z Tobą? – zapytał z troską. Przez chwilę chciałam przytaknąć, ale zrobiło mi się go trochę żal. Być może polubił marchewkę udającą miłą osobę. Nie mogłam mu zabronić spotykania się z nią.
- Nie, dam radę, dzięki. – uśmiechnęłam się lekko i odbiłam w stronę przystanku, wybierając po drodze numer do Waisa.
- Matt, podwiózłbyś mnie do domu? Błagam. – jęknęłam, słysząc w odpowiedzi cichy śmiech.
- Pewnie, zaraz będę. Ale pojedziemy na lody! – zanim zdążyłam zaprzeczyć, mężczyzna sprytnie się rozłączył. Po kilku minutach pod wiatę podjechało lśniące, czarne volvo.
Zaparkowaliśmy pod jedną z tych kawiarni, która w tym mieście uchodziła za ekskluzywną. Przychodzili tu biznesmeni, aktorzy, czy po prostu bogaci ludzie, jednak miejsce to, prócz wysokich cen, nie różniło się wiele od innych, tanich kawiarni.
- Powiedziałeś, że idziemy tylko na lody.
- No i idziemy.
- Tutaj? – wywróciłam oczami. – Naprawdę nie masz co robić z forsą.
Matt zaśmiał się i weszliśmy do środka budynku. Jakby nie patrzeć, to na każdą możliwą rzecz reaguje śmiechem. Ja bym tak nie wytrzymała.
Klienci kawiarni spojrzeli na nas jak na odludków. Ubrani w eleganckie ubrania, pijący w ciszy kawę. My natomiast weszliśmy do środka roześmiani, w luźnych i wygodnych ciuchach, odbiegając całkowicie od panujących tu niepisanych zasad. Usiedliśmy w odległym rogu sali, by nie przeszkadzać tym sztywniakom i zamówiliśmy dwa desery z napojami. Po kilku minutach wylądowała przede mną duża porcja lodów z bitą śmietaną i orzechami w ozdobnym pucharku oraz mrożona kawa. I podczas gdy ja starałam się zachować odpowiednio do miejsca, tak Matt bez ogródek pałaszował swój deser mlaskając na wszystkie strony i ściągając na nas wszystkie spojrzenia.
- Jezu, jaka poruta! Ty nie umiesz normalnie jeść?! – syknęłam w stronę towarzysza.
- Umiem. – powiedział z buzią pełną lodów. W końcu zjadł deser i małe dziecko w środku niego zostało choć odrobinę zduszone.
- Nie uwierzysz, kogo dzisiaj spotkałam na planie..
- Diablicę?
Zaniemówiłam.
- Wiedziałeś, że pracuje przy tym filmie i nic mi nie powiedziałeś?!
- Nie byłem pewien, a nie chciałem psuć Ci humoru. I jak, bardzo źle?
- Wiesz co, była nawet miła.. Filip musiał wpaść jej w oko.
- Uuuu, nareszcie! Odczepi się od Eda! – zawołał entuzjastycznie.
- Wolałabym, żeby się nie zadawała z Filipem. A Ed mnie nie interesuje. – powiedziałam chłodno.
- Taa, jasne. – Matt puścił do mnie oczko, a ja dałam mu lekkiego kuksańca. Przez chwilę gadaliśmy jeszcze o planie. Mężczyzna śmiał się z każdej mojej ekscytacji, faktycznie momentami zachowywałam się jak mała dziewczynka, która dostała wymarzoną lalkę.
- Zbieramy się? – zapytałam, a mężczyzna kiwnął głową. Podeszliśmy do kasy i zapłacił spory jak dla mnie rachunek, dostając przy okazji kubek gorącej czekolady.
- Jaka piękna obsługa w tej kawiarni! – powiedział głośno, gdy za blatem pojawiła się drobna blondynka. Dziewczyna na słowa mojego towarzysza zrobiła się czerwona jak burak i uciekła na zaplecze.
- Złośliwiec! – zaśmiałam się, pokazując mu język. Matt, nie pozostając mi dłużny, zaczął mnie gilgać, a ja wykonywałam nieudolne uniki. Nagle uderzyłam ręką w osobę stojącą za mną. Mężczyzna przybrał kamienną twarz, więc czym prędzej się odwróciłam.
Kate.
Kate cała w gorącej kawie, którą na nią wylałam.
Spokojnie Amelia, tylko się nie chichraj, spokojnie.
 Kate przybrała teraz krwistoczerwoną barwę skóry, wyglądając, jakby ktoś usmażył ją na grillu. Obok niej stał zdezorientowany Filip, a ja oparłam się plecami o Matta, który objął mnie rękami, by dodać mi otuchy.
- Coś.. Ty.. Narobiła.. – poszkodowana cedziła słowa, by nie wybuchnąć gniewem.
- Przepraszam, to przypadek!
Wzrok marchewki utwierdził mnie w przekonaniu, iż mi nie wybaczy. Ba, jestem pewna, że się zemści!
- Nie miałaś być w domu? – do rozmowy włączył się Filip.
- Miałem ją odwieźć, ale wstąpiliśmy na lody. – odpowiedział mu Matt, a mój współlokator patrzył raz na mnie, raz na blondyna, próbując połączyć fakty.
- Jesteście razem?
Kate wykrzywiła twarz w okropnym grymasie, ja wyszczerzyła oczy, a mój towarzysz napiął wszystkie mięśnie, ledwo powstrzymując się od śmiechu.
- Nie! – powiedziałam, a Filip spojrzał na mnie z lekkim niedowierzaniem.


*Matt*

- Kończymy tą szopkę? – szepczę cicho w stronę Amelii, a ta ochoczo kiwa głową.
- Musimy już iść.. Miłego wieczoru! – mówię szybko w stronę napotkanej pary i chwytając brunetkę za rękę wychodzimy z kawiarni. Nie ma co, będę miał co opowiadać znajomym.
- Jedziemy do domu? – pyta, gdy wsiedliśmy do auta. Chwilę się zastanawiam nad odpowiedzią. Z jednej strony widać, że jest zmęczona, z drugiej mam dziś jeszcze wuchtę roboty i nie chcę zostawać sam. W końcu kapituluję i postanawiam odwieźć ją do mieszkania. Skręcam w Dalebury Road i po chwili szybkiej jazdy jesteśmy na miejscu.
- Dziękuję. – mówi cichym głosem i całuje mnie w policzek. Jej delikatny uśmiech nigdy nie schodzi z twarzy, nawet, gdy jest czymś zafrasowana. Wychodzi z auta i wygrzebując klucze dochodzi powoli do domu. Gdy znika w szarym budynku, odjeżdżam i kieruję się do biura w centrum, dzwoniąc po drodze do Sheerana.
- Hej Matt! – słyszę znajomy głos.
- Ed, chcesz wyjść wieczorem na miasto? – pytam, choć dobrze znam odpowiedź.
- Stary, to raczej retoryczne pytanie. Przed chwilą dzwoniła do mnie Kate, za godzinę mamy się spotkać.. Wiesz, czego chce?
- Nie mam pojęcia. – kłamię, wiedząc, że może chodzić o Filipa, lecz Sheeran to kupuje.
- Przyjadę po Ciebie o dwudziestej pierwszej, siema! – kończę rozmowę z rudym i szybko się rozłączam. Kompletnie nie nadaję się dzisiaj do pracy.

-------------------------------------------------------
Przepraszam za tak długą przerwę! Mam teraz natłok różnych spraw, ale w końcu wrzucam ;) Będę wdzięczna za każdą opinię.
PS Polecam obejrzeć film "Teoria Wszystkiego", genialny! Naprawdę, niesamowity <3