- Jestem Kate. – powiedziała w stronę Filipa, omijając mnie
wzrokiem.
- Philip.
- Jesteś tu nowy?
- Tak, przyjechałem na staż razem z Amelią.
Ruda posłała mi zazdrosne spojrzenie i powróciła do wypytywania mojego przyjaciela.
- Skąd jesteś?
- Z Polski.
- Poznałeś już okolicę?
- Nie, przylecieliśmy niecały tydzień temu.
- Jeśli chcesz, możemy iść po zdjęciach na kawę, niedaleko jest bardzo dobra kawiarnia..
Wytrzeszczyłam oczy. Tylko. Nie. To.
- Pewnie. – Filip uśmiechnął się i spojrzał na mnie. – Idziesz z nami?
Zrobiłam się czerwona jak burak i miałam wrażenie, że udzielenie odpowiedzi zajęło mi kilka dobrych minut. Z jednej strony kompletnie nie chciałam spędzać czasu z Caufield, z drugiej nie chciałam zostawić Filipa samego. Chłopak ewidentnie wpadł jej w oko.
- Chętnie. – wykrzywiłam buzię w wymuszonym uśmiechu, a Rudowłosa posłała mi nienawistne spojrzenie. Nic z tego, nie będzie się umawiać z moim przyjacielem.
Na całe szczęście zza zakrętu wyłoniła się Lucy, zwiastując swoje przyjście głośnym stukaniem szpilek o posadzkę.
- Nowi, za mną! Pokażę wam halę, w której będziemy pracować! – zawołała i nie czekając na nas ruszyła przed siebie.
O tak, było co zwiedzać. Pokoje ze scenografią, kostiumami, wizażystami, sprzętem… Poznaliśmy masę ludzi z ekipy, na szczęście wszyscy byli życzliwi i pomocni. Filip zapoznał się z programem do montażu, a ja rozmawiałam z reżyserem o jego wizji twórczej i scenariuszu. To była naprawdę praca moich marzeń, jednak pierwszy dzień w połączeniu z emocjami i obchodzeniem tak wielkiego studia był bardzo męczący. Gdy o piętnastej wyszliśmy z budynku, przypomniałam sobie o spotkaniu z Kate. Normalnie bym się poświęciła, lecz dziś wyjątkowo nie miałam już siły.
- Filip, źle się czuję. Pojadę już do domu, ok?
- Jechać z Tobą? – zapytał z troską. Przez chwilę chciałam przytaknąć, ale zrobiło mi się go trochę żal. Być może polubił marchewkę udającą miłą osobę. Nie mogłam mu zabronić spotykania się z nią.
- Nie, dam radę, dzięki. – uśmiechnęłam się lekko i odbiłam w stronę przystanku, wybierając po drodze numer do Waisa.
- Matt, podwiózłbyś mnie do domu? Błagam. – jęknęłam, słysząc w odpowiedzi cichy śmiech.
- Pewnie, zaraz będę. Ale pojedziemy na lody! – zanim zdążyłam zaprzeczyć, mężczyzna sprytnie się rozłączył. Po kilku minutach pod wiatę podjechało lśniące, czarne volvo.
Zaparkowaliśmy pod jedną z tych kawiarni, która w tym mieście uchodziła za ekskluzywną. Przychodzili tu biznesmeni, aktorzy, czy po prostu bogaci ludzie, jednak miejsce to, prócz wysokich cen, nie różniło się wiele od innych, tanich kawiarni.
- Powiedziałeś, że idziemy tylko na lody.
- No i idziemy.
- Tutaj? – wywróciłam oczami. – Naprawdę nie masz co robić z forsą.
Matt zaśmiał się i weszliśmy do środka budynku. Jakby nie patrzeć, to na każdą możliwą rzecz reaguje śmiechem. Ja bym tak nie wytrzymała.
Klienci kawiarni spojrzeli na nas jak na odludków. Ubrani w eleganckie ubrania, pijący w ciszy kawę. My natomiast weszliśmy do środka roześmiani, w luźnych i wygodnych ciuchach, odbiegając całkowicie od panujących tu niepisanych zasad. Usiedliśmy w odległym rogu sali, by nie przeszkadzać tym sztywniakom i zamówiliśmy dwa desery z napojami. Po kilku minutach wylądowała przede mną duża porcja lodów z bitą śmietaną i orzechami w ozdobnym pucharku oraz mrożona kawa. I podczas gdy ja starałam się zachować odpowiednio do miejsca, tak Matt bez ogródek pałaszował swój deser mlaskając na wszystkie strony i ściągając na nas wszystkie spojrzenia.
- Jezu, jaka poruta! Ty nie umiesz normalnie jeść?! – syknęłam w stronę towarzysza.
- Umiem. – powiedział z buzią pełną lodów. W końcu zjadł deser i małe dziecko w środku niego zostało choć odrobinę zduszone.
- Nie uwierzysz, kogo dzisiaj spotkałam na planie..
- Diablicę?
Zaniemówiłam.
- Wiedziałeś, że pracuje przy tym filmie i nic mi nie powiedziałeś?!
- Nie byłem pewien, a nie chciałem psuć Ci humoru. I jak, bardzo źle?
- Wiesz co, była nawet miła.. Filip musiał wpaść jej w oko.
- Uuuu, nareszcie! Odczepi się od Eda! – zawołał entuzjastycznie.
- Wolałabym, żeby się nie zadawała z Filipem. A Ed mnie nie interesuje. – powiedziałam chłodno.
- Taa, jasne. – Matt puścił do mnie oczko, a ja dałam mu lekkiego kuksańca. Przez chwilę gadaliśmy jeszcze o planie. Mężczyzna śmiał się z każdej mojej ekscytacji, faktycznie momentami zachowywałam się jak mała dziewczynka, która dostała wymarzoną lalkę.
- Zbieramy się? – zapytałam, a mężczyzna kiwnął głową. Podeszliśmy do kasy i zapłacił spory jak dla mnie rachunek, dostając przy okazji kubek gorącej czekolady.
- Jaka piękna obsługa w tej kawiarni! – powiedział głośno, gdy za blatem pojawiła się drobna blondynka. Dziewczyna na słowa mojego towarzysza zrobiła się czerwona jak burak i uciekła na zaplecze.
- Złośliwiec! – zaśmiałam się, pokazując mu język. Matt, nie pozostając mi dłużny, zaczął mnie gilgać, a ja wykonywałam nieudolne uniki. Nagle uderzyłam ręką w osobę stojącą za mną. Mężczyzna przybrał kamienną twarz, więc czym prędzej się odwróciłam.
Kate.
Kate cała w gorącej kawie, którą na nią wylałam.
Spokojnie Amelia, tylko się nie chichraj, spokojnie.
Kate przybrała teraz krwistoczerwoną barwę skóry, wyglądając, jakby ktoś usmażył ją na grillu. Obok niej stał zdezorientowany Filip, a ja oparłam się plecami o Matta, który objął mnie rękami, by dodać mi otuchy.
- Coś.. Ty.. Narobiła.. – poszkodowana cedziła słowa, by nie wybuchnąć gniewem.
- Przepraszam, to przypadek!
Wzrok marchewki utwierdził mnie w przekonaniu, iż mi nie wybaczy. Ba, jestem pewna, że się zemści!
- Nie miałaś być w domu? – do rozmowy włączył się Filip.
- Miałem ją odwieźć, ale wstąpiliśmy na lody. – odpowiedział mu Matt, a mój współlokator patrzył raz na mnie, raz na blondyna, próbując połączyć fakty.
- Jesteście razem?
Kate wykrzywiła twarz w okropnym grymasie, ja wyszczerzyła oczy, a mój towarzysz napiął wszystkie mięśnie, ledwo powstrzymując się od śmiechu.
- Nie! – powiedziałam, a Filip spojrzał na mnie z lekkim niedowierzaniem.
- Philip.
- Jesteś tu nowy?
- Tak, przyjechałem na staż razem z Amelią.
Ruda posłała mi zazdrosne spojrzenie i powróciła do wypytywania mojego przyjaciela.
- Skąd jesteś?
- Z Polski.
- Poznałeś już okolicę?
- Nie, przylecieliśmy niecały tydzień temu.
- Jeśli chcesz, możemy iść po zdjęciach na kawę, niedaleko jest bardzo dobra kawiarnia..
Wytrzeszczyłam oczy. Tylko. Nie. To.
- Pewnie. – Filip uśmiechnął się i spojrzał na mnie. – Idziesz z nami?
Zrobiłam się czerwona jak burak i miałam wrażenie, że udzielenie odpowiedzi zajęło mi kilka dobrych minut. Z jednej strony kompletnie nie chciałam spędzać czasu z Caufield, z drugiej nie chciałam zostawić Filipa samego. Chłopak ewidentnie wpadł jej w oko.
- Chętnie. – wykrzywiłam buzię w wymuszonym uśmiechu, a Rudowłosa posłała mi nienawistne spojrzenie. Nic z tego, nie będzie się umawiać z moim przyjacielem.
Na całe szczęście zza zakrętu wyłoniła się Lucy, zwiastując swoje przyjście głośnym stukaniem szpilek o posadzkę.
- Nowi, za mną! Pokażę wam halę, w której będziemy pracować! – zawołała i nie czekając na nas ruszyła przed siebie.
O tak, było co zwiedzać. Pokoje ze scenografią, kostiumami, wizażystami, sprzętem… Poznaliśmy masę ludzi z ekipy, na szczęście wszyscy byli życzliwi i pomocni. Filip zapoznał się z programem do montażu, a ja rozmawiałam z reżyserem o jego wizji twórczej i scenariuszu. To była naprawdę praca moich marzeń, jednak pierwszy dzień w połączeniu z emocjami i obchodzeniem tak wielkiego studia był bardzo męczący. Gdy o piętnastej wyszliśmy z budynku, przypomniałam sobie o spotkaniu z Kate. Normalnie bym się poświęciła, lecz dziś wyjątkowo nie miałam już siły.
- Filip, źle się czuję. Pojadę już do domu, ok?
- Jechać z Tobą? – zapytał z troską. Przez chwilę chciałam przytaknąć, ale zrobiło mi się go trochę żal. Być może polubił marchewkę udającą miłą osobę. Nie mogłam mu zabronić spotykania się z nią.
- Nie, dam radę, dzięki. – uśmiechnęłam się lekko i odbiłam w stronę przystanku, wybierając po drodze numer do Waisa.
- Matt, podwiózłbyś mnie do domu? Błagam. – jęknęłam, słysząc w odpowiedzi cichy śmiech.
- Pewnie, zaraz będę. Ale pojedziemy na lody! – zanim zdążyłam zaprzeczyć, mężczyzna sprytnie się rozłączył. Po kilku minutach pod wiatę podjechało lśniące, czarne volvo.
Zaparkowaliśmy pod jedną z tych kawiarni, która w tym mieście uchodziła za ekskluzywną. Przychodzili tu biznesmeni, aktorzy, czy po prostu bogaci ludzie, jednak miejsce to, prócz wysokich cen, nie różniło się wiele od innych, tanich kawiarni.
- Powiedziałeś, że idziemy tylko na lody.
- No i idziemy.
- Tutaj? – wywróciłam oczami. – Naprawdę nie masz co robić z forsą.
Matt zaśmiał się i weszliśmy do środka budynku. Jakby nie patrzeć, to na każdą możliwą rzecz reaguje śmiechem. Ja bym tak nie wytrzymała.
Klienci kawiarni spojrzeli na nas jak na odludków. Ubrani w eleganckie ubrania, pijący w ciszy kawę. My natomiast weszliśmy do środka roześmiani, w luźnych i wygodnych ciuchach, odbiegając całkowicie od panujących tu niepisanych zasad. Usiedliśmy w odległym rogu sali, by nie przeszkadzać tym sztywniakom i zamówiliśmy dwa desery z napojami. Po kilku minutach wylądowała przede mną duża porcja lodów z bitą śmietaną i orzechami w ozdobnym pucharku oraz mrożona kawa. I podczas gdy ja starałam się zachować odpowiednio do miejsca, tak Matt bez ogródek pałaszował swój deser mlaskając na wszystkie strony i ściągając na nas wszystkie spojrzenia.
- Jezu, jaka poruta! Ty nie umiesz normalnie jeść?! – syknęłam w stronę towarzysza.
- Umiem. – powiedział z buzią pełną lodów. W końcu zjadł deser i małe dziecko w środku niego zostało choć odrobinę zduszone.
- Nie uwierzysz, kogo dzisiaj spotkałam na planie..
- Diablicę?
Zaniemówiłam.
- Wiedziałeś, że pracuje przy tym filmie i nic mi nie powiedziałeś?!
- Nie byłem pewien, a nie chciałem psuć Ci humoru. I jak, bardzo źle?
- Wiesz co, była nawet miła.. Filip musiał wpaść jej w oko.
- Uuuu, nareszcie! Odczepi się od Eda! – zawołał entuzjastycznie.
- Wolałabym, żeby się nie zadawała z Filipem. A Ed mnie nie interesuje. – powiedziałam chłodno.
- Taa, jasne. – Matt puścił do mnie oczko, a ja dałam mu lekkiego kuksańca. Przez chwilę gadaliśmy jeszcze o planie. Mężczyzna śmiał się z każdej mojej ekscytacji, faktycznie momentami zachowywałam się jak mała dziewczynka, która dostała wymarzoną lalkę.
- Zbieramy się? – zapytałam, a mężczyzna kiwnął głową. Podeszliśmy do kasy i zapłacił spory jak dla mnie rachunek, dostając przy okazji kubek gorącej czekolady.
- Jaka piękna obsługa w tej kawiarni! – powiedział głośno, gdy za blatem pojawiła się drobna blondynka. Dziewczyna na słowa mojego towarzysza zrobiła się czerwona jak burak i uciekła na zaplecze.
- Złośliwiec! – zaśmiałam się, pokazując mu język. Matt, nie pozostając mi dłużny, zaczął mnie gilgać, a ja wykonywałam nieudolne uniki. Nagle uderzyłam ręką w osobę stojącą za mną. Mężczyzna przybrał kamienną twarz, więc czym prędzej się odwróciłam.
Kate.
Kate cała w gorącej kawie, którą na nią wylałam.
Spokojnie Amelia, tylko się nie chichraj, spokojnie.
Kate przybrała teraz krwistoczerwoną barwę skóry, wyglądając, jakby ktoś usmażył ją na grillu. Obok niej stał zdezorientowany Filip, a ja oparłam się plecami o Matta, który objął mnie rękami, by dodać mi otuchy.
- Coś.. Ty.. Narobiła.. – poszkodowana cedziła słowa, by nie wybuchnąć gniewem.
- Przepraszam, to przypadek!
Wzrok marchewki utwierdził mnie w przekonaniu, iż mi nie wybaczy. Ba, jestem pewna, że się zemści!
- Nie miałaś być w domu? – do rozmowy włączył się Filip.
- Miałem ją odwieźć, ale wstąpiliśmy na lody. – odpowiedział mu Matt, a mój współlokator patrzył raz na mnie, raz na blondyna, próbując połączyć fakty.
- Jesteście razem?
Kate wykrzywiła twarz w okropnym grymasie, ja wyszczerzyła oczy, a mój towarzysz napiął wszystkie mięśnie, ledwo powstrzymując się od śmiechu.
- Nie! – powiedziałam, a Filip spojrzał na mnie z lekkim niedowierzaniem.
*Matt*
- Kończymy tą szopkę? – szepczę cicho w stronę Amelii, a ta ochoczo kiwa głową.
- Musimy już iść.. Miłego wieczoru! – mówię szybko w stronę napotkanej pary i chwytając brunetkę za rękę wychodzimy z kawiarni. Nie ma co, będę miał co opowiadać znajomym.
- Jedziemy do domu? – pyta, gdy wsiedliśmy do auta. Chwilę się zastanawiam nad odpowiedzią. Z jednej strony widać, że jest zmęczona, z drugiej mam dziś jeszcze wuchtę roboty i nie chcę zostawać sam. W końcu kapituluję i postanawiam odwieźć ją do mieszkania. Skręcam w Dalebury Road i po chwili szybkiej jazdy jesteśmy na miejscu.
- Dziękuję. – mówi cichym głosem i całuje mnie w policzek. Jej delikatny uśmiech nigdy nie schodzi z twarzy, nawet, gdy jest czymś zafrasowana. Wychodzi z auta i wygrzebując klucze dochodzi powoli do domu. Gdy znika w szarym budynku, odjeżdżam i kieruję się do biura w centrum, dzwoniąc po drodze do Sheerana.
- Hej Matt! – słyszę znajomy głos.
- Ed, chcesz wyjść wieczorem na miasto? – pytam, choć dobrze znam odpowiedź.
- Stary, to raczej retoryczne pytanie. Przed chwilą dzwoniła do mnie Kate, za godzinę mamy się spotkać.. Wiesz, czego chce?
- Nie mam pojęcia. – kłamię, wiedząc, że może chodzić o Filipa, lecz Sheeran to kupuje.
- Przyjadę po Ciebie o dwudziestej pierwszej, siema! – kończę rozmowę z rudym i szybko się rozłączam. Kompletnie nie nadaję się dzisiaj do pracy.
-------------------------------------------------------
Przepraszam za tak długą przerwę! Mam teraz natłok różnych spraw, ale w końcu wrzucam ;) Będę wdzięczna za każdą opinię.
PS Polecam obejrzeć film "Teoria Wszystkiego", genialny! Naprawdę, niesamowity <3
- Kończymy tą szopkę? – szepczę cicho w stronę Amelii, a ta ochoczo kiwa głową.
- Musimy już iść.. Miłego wieczoru! – mówię szybko w stronę napotkanej pary i chwytając brunetkę za rękę wychodzimy z kawiarni. Nie ma co, będę miał co opowiadać znajomym.
- Jedziemy do domu? – pyta, gdy wsiedliśmy do auta. Chwilę się zastanawiam nad odpowiedzią. Z jednej strony widać, że jest zmęczona, z drugiej mam dziś jeszcze wuchtę roboty i nie chcę zostawać sam. W końcu kapituluję i postanawiam odwieźć ją do mieszkania. Skręcam w Dalebury Road i po chwili szybkiej jazdy jesteśmy na miejscu.
- Dziękuję. – mówi cichym głosem i całuje mnie w policzek. Jej delikatny uśmiech nigdy nie schodzi z twarzy, nawet, gdy jest czymś zafrasowana. Wychodzi z auta i wygrzebując klucze dochodzi powoli do domu. Gdy znika w szarym budynku, odjeżdżam i kieruję się do biura w centrum, dzwoniąc po drodze do Sheerana.
- Hej Matt! – słyszę znajomy głos.
- Ed, chcesz wyjść wieczorem na miasto? – pytam, choć dobrze znam odpowiedź.
- Stary, to raczej retoryczne pytanie. Przed chwilą dzwoniła do mnie Kate, za godzinę mamy się spotkać.. Wiesz, czego chce?
- Nie mam pojęcia. – kłamię, wiedząc, że może chodzić o Filipa, lecz Sheeran to kupuje.
- Przyjadę po Ciebie o dwudziestej pierwszej, siema! – kończę rozmowę z rudym i szybko się rozłączam. Kompletnie nie nadaję się dzisiaj do pracy.
-------------------------------------------------------
Przepraszam za tak długą przerwę! Mam teraz natłok różnych spraw, ale w końcu wrzucam ;) Będę wdzięczna za każdą opinię.
PS Polecam obejrzeć film "Teoria Wszystkiego", genialny! Naprawdę, niesamowity <3
Świetny rozdział! Zresztą jak wszystkie. Czekam na kolejne :*
OdpowiedzUsuń