czwartek, 2 kwietnia 2015

Rozdział VII

Jechałam razem z Mattem długą ulicą, która o tej porze świeciła pustkami. Zdecydowanie przekraczał ograniczenia prędkości, ale zdawało się, że kompletnie ignoruje jakiekolwiek znaki drogowe. Żółtawe światła z latarni odbijały się od asfaltu i wpadały do ciemnego wnętrza samochodu, dzięki czemu widziałam twarz mężczyzny. Był skupiony na prowadzeniu swojego najnowszego bmw, które należało do dużej kolekcji pojazdów. Matt mówił, że kupowanie samochodów sprawia mu największą frajdę, jak małemu dzieciakowi. Kiedy pokazywał mi kilka zdjęć jego innych aut, był pełen dumy, a na jego twarzy pojawiał się uroczy uśmiech. I faktycznie, choć ten temat mnie nie interesuje, to musiałam mu przyznać, że są naprawdę ekstra. Ten, którym właśnie jechaliśmy, był jego najjaśniejszą gwiazdą. Mężczyzna miał niezłe szczęście, bo gdyby nie fakt, że ma kontakty w policji, to z pewnością już dawno straciłby prawko. Jeździł jak kompletny wariat, jeszcze gorzej od Eda!
Od tematu samochodów, przez jego karierę i willę, która, jak się okazało, wcale nie jest tą jedyną, przeszliśmy do dziewczyny Eda. Gdy zapytałam o rudowłosą, Matt natychmiast popadł w śmiech.
- Poznali się na planie jakiegoś filmu, Ed miał tam epizodyczną rolę. Kate od razu zaczęła za nim chodzić, a potem ogłosiła, że są razem, a Sheeranowi nie chciało się zaprzeczać. No i się chłopak nieźle wkopał, bo się okazało, że to córka kogoś ważnego w jego wytwórni i teraz boi się z nią zerwać. – blondyn chichrał się na całego, ale mnie ta historia trochę przerażała. Nikomu bym nie życzyła tak wrednej dziewczyny, nawet Edowi.
- W biurze mówimy na nią diablica – kontynuował. – Ale weź się nią nie przejmuj. Trochę mordę ponadziera, po czym znów pójdzie ze swoimi bogatymi koleżankami na zakupy. Taka zepsuta laska, nic nie zrobisz. – trochę się skrzywił, a ja przewróciłam oczami.       Na miejscu Eda już dawno bym wykombinowała, jak się rozstać z tym czymś, ale on najwidoczniej był wyjątkowo nieporadny. Szybko zmieniłam temat rozmowy, ruda para mało mnie interesowała.
- Masz jakieś zwierzęta?
Matt wykonał gwałtowny skręt, a ja poleciałam na niego.
- Miałem szynszylę. Oddałem ją rodzicom, bo nie miałem dla niej czasu – zaśmiał się.
- Boże, kto Ci dał prawo jazdy? – rzuciłam zaczepnie.
- Ja wcale nie potwierdziłem, że je mam – zaparkował pod moim domem i roześmiał się jeszcze bardziej, dając mi lekkiego kuksańca. Tak naprawdę wcale go nie znałam, ale polubiłam. 30 – latek, który zachowywał się jak student, bez żadnych trosk i ograniczeń, w dodatku bez przerwy się śmiał. Rzadko spotykany widok.
- To co, widzimy się za tydzień na imprezie?
Zapomniałam dodać, że kompletnie nieodpowiedzialny.
- Kogo mam tym razem pobić? – zażartowałam. – Ale na serio, nie mam jak dojechać nawet.
- Słaba wymówka. Przyjadę po Ciebie w piątek o 19. I spakuj jakieś ubrania, bo wytrzeźwieję dopiero w niedzielę – oznajmił, całując mnie w policzek. Wywróciłam oczami. Chyba muszę się przyzwyczaić do trybu życia Matta. Nie sądziłam, że wypadek w tak szybkim tempie zmieni tak wiele.
Weszłam do domu, delikatnie zamykając drzwi. Wnętrze było pogrążone w ciemnościach, a w powietrzu unosił się zapach placków ziemniaczanych. Emma na pewno zrobiła je na kolacje, bo Filip był prawdziwym beztalenciem kucharskim. Przeszłam do kuchni, by napić się herbaty miętowej. Uwielbiałam ją, zawsze się przy niej odprężałam. Gdy wstawiłam wodę, usiadłam na blacie, opierając się o chłodne okno. Podsumowując dzisiejszy dzień – mogło być gorzej. Ale najważniejsze, że teraz już nie muszę więcej widzieć Eda. Nie wiem czemu, ale ta cała scena z Kate mnie do niego mocno zniechęciła. Jestem za bardzo bezpośrednia i gdybym ją widywała, to moja szczerość doprowadzałaby ją pewnie do białej gorączki. A nie chcę mu robić więcej problemów. Co innego z Waisem, on jest.. po prostu inny od reszty. Cholernie pozytywny. Fakt, może nadużywa alkoholu, ćmików, może za często jak dla mnie imprezuje, ale to wszystko składa się na jego odmienną osobowość.
Gwizd czajnika szybko wybudził mnie z rozmyślań. Zalałam herbatę i gdy tylko ostygła, upiłam spory łyk. Powieki same mi się zamykały, ledwo dotarłam do sypialni, rozlewając po drodze napój. Zdecydowanie potrzebowałam się wyspać przed jutrzejszymi praktykami.
Irytujący dźwięk budzika wypełniał cały mój pokój. Zaczęłam na oślep stukać w ekran telefonu, aż w końcu znów zapanowała cisza. Naciągnęłam kołdrę na głowę i przewróciłam się na bok. Cholernie nie chciało mi się wstawać. Po kilku minutach, gdy zaczęłam na nowo popadać w upragniony sen, do mojego pokoju wparował Filip.
- Wstawaj!
Chłopak był równie zaspany, co ja. Założył na siebie niedbale brązowy szlafrok, a teraz owijał go jeszcze bardziej wokół siebie, by nie dopuszczać chłodu. Podniosłam głowę i pochwyciłam jedną z poduszek, rzucając nią z całej siły w Filipa.
- Zrób mi śniadanie! – zażądałam. Przyjaciel nie pozostawał mi dłużny i jednym ruchem ściągnął ze mnie kołdrę. Zadrżałam, było tu faktycznie zimno. Widząc to, chłopak powiedział:
- Zostawiłaś otwarte okno na noc.
Faktycznie, brudna szyba była uchylona. Kompletnie tego nie pamiętałam. Przeciągnęłam się, leniwie wstałam z łóżka i pomaszerowałam za współlokatorem w stronę kuchni. Przechodząc obok lustra zauważyłam swoją nieokiełznaną burzę loków i widoczne oznaki zmęczenia na twarzy. Kolejny cudowny poranek. Po wypiciu mocnej kawy i zjedzeniu śniadania, które przygotował mi Filip, poszłam wziąć szybki prysznic. Łazienka była mała, pomalowana na błękitny kolor, ale przypadła mi do gustu. Wskoczyłam szybko do kabiny i odkręciłam gorącą wodę, wylewając na siebie lawendowy żel. Natychmiastowo całe pomieszczenie wypełniło się moim ulubionym, słodkim zapachem. Po kilku minutach zakręciłam kurek i po dokładnym wyszorowaniu zębów ubrałam się w turkusową sukienkę, która kończyła się nad kolanami, a na koniec rozczesałam włosy i wykonałam delikatny makijaż. Gdy wyszłam z łazienki okazało się, że mamy jeszcze sporo czasu do autobusu.
- Gdzie jest Emma? Nie widziałam jej cały ranek. – zagadnęłam Filipa, który siedział na kanapie i zajadał się czekoladowymi ciasteczkami.
- Jest na Ciebie wściekła. Był moment, że chciała wracać do Poznania.
- Przecież mam prawo robić, co chcę. Nie jest moją matką. – oburzyłam się.
- Nie wiem, nie mieszaj mnie w to. Po prostu się ogarnijcie, bo nie wytrzymam z Wami tych sześciu miesięcy. – chłopak wzruszył ramionami. – A tak w ogóle, to co się z Tobą działo?
- Długa historia. W skrócie, potrącił mnie samochód, uciekłam ze szpitala, wylądowałam na imprezie, z której wróciłam się na pieszo.. Aha, a dzisiaj odwiedziłam mojego znajomego. – powiedziałam jednym tchem, a Filip spojrzał na mnie zdziwiony.
- Taa. Wolę udawać, że mnie to nie obchodzi. – powiedział, a ja mu przytaknęłam.
- Musimy już iść. Emma stwierdziła, że pojedzie sama. – oznajmił mi Filip. Cholera, było bardzo źle. Dziewczyna zawsze się obrażała o każdą, najmniejszą rzecz, którą przed nią zatajałam. Faktycznie, czasami wyglądało to tak, jakby zastępowała mi matkę. Pochwyciłam czarną torebkę, wcisnęłam na stopy małe, również czarne koturny i wyszłam razem z przyjacielem na przystanek autobusowy. Całą drogę do studia przegadaliśmy na temat scenariusza, był na podstawie książki. A z takimi trzeba uważać, żeby nie nawalić, bo potem będzie fala krytyki. Niezależnie od tego, czy faktycznie nawaliłeś, czy po prostu nie chciałeś tak wiernie odtwarzać papierowego dzieła, jeśli film będzie inny, to dupa. Wysiedliśmy kilkanaście minut później tuż pod budynkami wytwórni filmowej. I to nie byle jakiej. Nad ozdobną bramą wjazdową wisiało duże logo ‘Warner Bros’. Cały obiekt był naprawdę monstrualny, pełen beżowych, nowoczesnych hal i budynków. Po pokazaniu strażnikowi przepustek przeszliśmy przez bramki i skierowaliśmy się do hali nr 3, gdzie czekać miała na nas asystentka reżysera. Pobiegliśmy w tamtą stronę, by jak najszybciej zobaczyć jak najwięcej. Wszystko tu było takie idealne – trawniki, parkingi, melexy i dwukołowe pojazdy, którymi jeździli pracownicy i ochrona. Gdy znaleźliśmy się na miejscu, podeszła do nas wysoka, szczupła blondynka.
- Hej, mam na imię Lucy! Jestem asystentką Justina, naszego reżysera. – zapiszczała aż nadto entuzjastycznie i uścisnęła zamaszyście nasze dłonie. – Chodźcie, oprowadzę Was po studiu! Ogólnie na pewno będziecie się z początku gubić, bo część miejsc jest tu bardzo podobna, ale nie martwcie się, tutaj wszyscy się spóźniają. Więc Ty, Philip, będziesz pomagał przy montażu, poznasz najnowsze programy i metody montażowe, a Ty, Amelia, będziesz prawą ręką reżysera, kilka scen nakręcisz sama i będziesz z nim omawiała sceny. Pasuje?
- Pasuje! – odpowiedzieliśmy chórem. Wszystko było tu takie ekscytujące.
- Macie jakieś pytania?
- Ja mam – odezwałam się. – Kto gra główne role? W naszych scenariuszach podali tylko imiona.
- Postacie pierwszoplanowe to Anna Popplewell, Ben Barnes .Oh, i uważajcie jeszcze na Kate Caufield. Co prawda, ma rolę drugoplanową, ale jej ojciec jest jednym z producentów i dziewczyna się na wszystkich wyżywa. Zaczekajcie minutkę, tylko zaniosę kawę reżyserowi i zaraz wracam. – zaświergotała i skręciła w lewo. Kate. Caufield. Przełknęłam głośno ślinę.
- Coś nie tak? – zapytał Filip.
- Znam tą Kate. Słuchaj, jest straszna.. – zaczęłam mówić półgłosem, ale nie skończyłam. Zza zakrętu właśnie wychodziła diablica, wykłócając się z kimś przez telefon. Gdy nas zobaczyła, bez zapowiedzi rozłączyła się i z wrednym uśmieszkiem pewnie podeszła w naszą stronę. Ekstra. Chyba nie zdołam ukończyć tego stażu.

------------------------------------------------
Małe ogłoszenie parafialne! Otóż zbliżają mi się testy gimnazjalne, więc dodam jeszcze jeden rozdział w czasie przerwy, a następny raczej w maju.. (rodzice konfiskują laptop i internet xd) No i oczywiście jestem otwarta na wszelkie porady, wszystkie komentarze są motywujące :)

1 komentarz: