Wnętrze domu jest pogrążone w głuchej ciszy. Pojedyncze
promienie zachodzącego słońca wydzierają się z objęć obłoków i wpadają przez
niedawno myte okna do salonu i kuchni, które widać z przedsionka. Ściągam
obcasy z obolałych nóg i powoli idę w stronę kanapy. Rozkładam się na niej
wygodnie, w jedną rękę chwytając poranne ciastka Filipa, a w drugą pilot,
którym włączam telewizor. Co prawda, angielskie programy są dla mnie mało
interesujące, aczkolwiek muszę przerwać tą irytującą ciszę, która wwierca się w
moje uszy. W końcu ląduję na kanale muzycznym i nakrywając się kocem wpycham do
buzi czekoladowe ciastko, które mój przyjaciel kupił rankiem w cukierni
naprzeciwko naszego domu. I cóż, muszę przyznać, że ubóstwiam słodkości, więc
szybko opróżniam większość opakowania i pogrążam się w rozmyślaniach. Ten dom
jest tak pusty. Zbyt pusty. Gdzie podziewa się Emma? Czyżby uciekła do Polski?
Nie widziałam jej od kilku dni, Filip sprytnie omijał ten temat, natomiast jej
pokój pozostawał zamknięty na klucz. Przecież nie pokłóciłyśmy się tak mocno,
choć dziewczyna miała.. specyficzny charakter. Lubiła mieć wszystko pod
kontrolą. Ale nie, ona nie zrezygnowałaby ze stażu. Na dodatek nie odbiera
telefonów. Coś musiało się stać.
Przez kilka godzin leżałam na kanapie, rozmawiając ze znajomymi z Polski na skeypie. W międzyczasie wypiłam kolejną dziś kawę i przeczytałam jutrzejszy scenariusz, układając w głowie plan działania. Dynamiczne sceny, mało dialogów. W takich momentach reżyser miał spore pole do popisu.
Chwilę po północy do domu przyszedł, a w sumie wtoczył się Filip, uśmiechnięty od ucha do ucha, z poczochraną czupryną i ćmikiem w ustach.
Stop, Filip nie pali.
Zerwałam się z łóżka, strącając na ziemię gruby scenariusz i pobiegłam pokracznie do antrejki .[1]
- Zobacz, kogo spotkałem! – zawołał nazbyt entuzjastycznie, a zza niego wyłoniły się dwie sylwetki. Przymrużyłam zmęczone oczy, a delikatne światło dochodzące z salonu zarysowało kontury. Do mieszkania powoli wszedł Matt, podpierając się swoją wielką dłonią o drewnianą framugę. Wzięłam głęboki oddech, by się uspokoić i poczułam kłującą w nozdrza woń alkoholu. Skrzywiłam się ze zniesmaczeniem. Zapach ten kojarzył mi się z menelami, którzy zawsze stali w bramie mojej starej kamienicy. Filip oparł się o frontowe drzwi, które pod wpływem ciężaru przytrzasnęły trzecią osobę klęczącą w progu. Wytężyłam wzrok i ujrzałam… Sheerana. O nie, teraz mają przesrane. Jak mogli przyjść do domu w takim stanie?! Zawróciłam nerwowo w stronę salonu, nie chcąc oglądać tego dramatu, lecz Matt pochwycił mnie w talii i szepnął.
- Kate zerwała z Edem, spotkaliśmy na mieście Filipa, musieliśmy to oblać!
- Ale nie do nieprzytomności! – warknęłam, wyswobadzając się z objęć.
Podeszłam do Sheerana i ciągnąc go za kaptur od bluzy pomogłam mu wejść do środka, zakluczyłam drzwi i wyrwałam z ust współlokatora końcówkę ćmika. Chłopak próbował nieudolnie protestować, ale tylko zatoczył się i ledwo utrzymał równowagę.
- Jak już macie tu być, to ściągnijcie chociaż łaskawie buty! Ed, na miłość boską, możesz wstać z podłogi? Przypominam Ci, że ludzie chodzą na dwóch nogach. – wrzasnęłam, a goście dostosowali się do moich warunków. Filip zaciągnął ich na kanapę, a ja przygotowałam herbaty.
- Pamiętasz, że jedziemy jutro na 9 do studia? – zapytałam przyjaciela. – A Ed i Matt do pracy?
W salonie na chwilę zapadła głucha cisza, od czasu do czasu przerywana siorbaniem. Wstałam nerwowo i zabrałam z ziemi scenariusz.
- Dobranoc panom, ja chcę się wyspać. – powiedziałam obrażonym tonem.
- Czekaj! – zawołał Ed. – Masz jakiś obiad?
- No pewnie, czekałam na ten dzień, aż będę mogła zostać Waszą kucharką! Cóż za zaszczyt! – skrzywiłam się, po chwili dopowiadając. – W lodówce są pyry z gzikiem, odgrzejcie sobie. Tylko chaty nie spalcie. – przewróciłam oczami i zawróciłam w stronę pokoju.
- Amelia, stój! Jak śpimy? – zapytał Filip.
- Jak to jak? Ja u siebie, Ty na kanapie, a Panowie zamawiają taksóweczkę i do domu. Ja naprawdę nie potrzebuję więcej współlokatorów.
- No przecież nie możemy ich w takim stanie wysłać do domu!
- Czemu nie?
Filip westchnął i popatrzył na mnie błagalnie. Oh, niech mu będzie. Ostatni raz.
- Mogą spać w pokoju Emmy?
Blondyn wykrzywił twarz, ni to w grymasie niezadowolenia, ni to smutku. Pokręcił przecząco głową.
- Robimy losowanie. – zawyrokował Matt.
- Że co? Jeśli myślicie, że ktoś będzie ze mną spać, to się grubo mylicie. – warknęłam, ale chłopacy puścili to mimo uszu. Ed wygrzebał z kieszeni stary paragon, Matt podarł go na małe kawałki i napisał na nich nasze imiona, a Filip wrzucił je do pustego kubka.
- Będę spać z… Mattem! – zawyrokował po chwili gmerania ręką w naczyniu. Zaniemówiłam.
- I że ja niby mam spać z Edem? – zapytałam zszokowana.
- Takie życie księżniczko. – westchnął mój przyjaciel. Przewróciłam oczami.
- Macie się wszyscy iść myć, teraz. A Ty masz im dać jakąś pidżamę. Ja pierdole. Cudowny wieczór. – warknęłam i schowałam się w moim pokoju.
Zapaliłam lampkę nocną i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Błękitna sypialnia prezentowała się całkiem nieźle – wszystkie rzeczy były na swoim miejscu, łóżko zaścielone, a z komody jak zawsze wyglądały drewniane ramki ze zdjęciami, które zrobiłam podczas wolontariatu w Madrycie razem z Emmą. Kilka lat temu opiekowałyśmy się tam młodą grupą na obozie sportowym i od tego czasu zaczęłyśmy razem podróżować po świecie.
Cholernie mi jej brakuje.
Po dłuższej chwili przyszedł Sheeran. Prysznic i zmiana ubrań podziałały na korzyść chłopaka – zniknął znienawidzony przeze mnie zapach fajek i alkoholu.
- Coś się stało? – zapytał troskliwie. Cholera, czy aż tak widać po mnie wszystkie emocje?
- Tęsknię za przyjaciółką.. Martwię się, że coś jej się stało.
Nawet nie zauważyłam, kiedy znalazłam się w jego objęciach.
- Nie bój się rzeczy, które być może nigdy się nie wydarzą.
Wow, jak na pijaną osobę powiedział coś serio mądrego. Zwracając uwagę na fakt, że jeszcze dwie godziny temu klęczał we frontowych drzwiach.
- Nie sam lęk jest najgorszy, ale to, co wtedy sobie wyobrażam.
Dlaczego jestem wobec niego tak szczera? Przecież nawet go nie znam.
Ed przytulił mnie mocniej. Po dłuższej chwili wydostałam się z jego uścisku i ocierając pojedyncze łzy wyszeptałam ‘Dziękuję’.
- Idziemy spać?
- Idziemy spać. – rudy przytaknął mi i wskoczył na prawą stronę łóżka. Położyłam się koło niego i zgasiłam lampkę.
- Zabierasz mi kołdrę! – poskarżył się po chwili chłopak.
- Życie. – zaśmiałam się i naciągnęłam materiał jeszcze mocniej, tak, że całkowicie spadł na ziemię.
- No chyba sobie żartujesz! – rudy udawał oburzenie i zaczął wyrywać mi z rąk brązowe przykrycie, a ja zaczęłam się głośno chichrać. Po chwili do pokoju wszedł zaspany Matt.
- Słuchajcie, jak macie zamiar do siebie zarywać, to róbcie to w dzień, a nie o drugiej w nocy!
- Dobrze tatusiu, będziemy już cicho. – zaśmiałam się jeszcze głośniej. Po chwili przepychanki oddałam Edowi jego kawałek nakrycia i odwróciłam się na bok, próbując zasnąć.
Przez kilka godzin leżałam na kanapie, rozmawiając ze znajomymi z Polski na skeypie. W międzyczasie wypiłam kolejną dziś kawę i przeczytałam jutrzejszy scenariusz, układając w głowie plan działania. Dynamiczne sceny, mało dialogów. W takich momentach reżyser miał spore pole do popisu.
Chwilę po północy do domu przyszedł, a w sumie wtoczył się Filip, uśmiechnięty od ucha do ucha, z poczochraną czupryną i ćmikiem w ustach.
Stop, Filip nie pali.
Zerwałam się z łóżka, strącając na ziemię gruby scenariusz i pobiegłam pokracznie do antrejki .[1]
- Zobacz, kogo spotkałem! – zawołał nazbyt entuzjastycznie, a zza niego wyłoniły się dwie sylwetki. Przymrużyłam zmęczone oczy, a delikatne światło dochodzące z salonu zarysowało kontury. Do mieszkania powoli wszedł Matt, podpierając się swoją wielką dłonią o drewnianą framugę. Wzięłam głęboki oddech, by się uspokoić i poczułam kłującą w nozdrza woń alkoholu. Skrzywiłam się ze zniesmaczeniem. Zapach ten kojarzył mi się z menelami, którzy zawsze stali w bramie mojej starej kamienicy. Filip oparł się o frontowe drzwi, które pod wpływem ciężaru przytrzasnęły trzecią osobę klęczącą w progu. Wytężyłam wzrok i ujrzałam… Sheerana. O nie, teraz mają przesrane. Jak mogli przyjść do domu w takim stanie?! Zawróciłam nerwowo w stronę salonu, nie chcąc oglądać tego dramatu, lecz Matt pochwycił mnie w talii i szepnął.
- Kate zerwała z Edem, spotkaliśmy na mieście Filipa, musieliśmy to oblać!
- Ale nie do nieprzytomności! – warknęłam, wyswobadzając się z objęć.
Podeszłam do Sheerana i ciągnąc go za kaptur od bluzy pomogłam mu wejść do środka, zakluczyłam drzwi i wyrwałam z ust współlokatora końcówkę ćmika. Chłopak próbował nieudolnie protestować, ale tylko zatoczył się i ledwo utrzymał równowagę.
- Jak już macie tu być, to ściągnijcie chociaż łaskawie buty! Ed, na miłość boską, możesz wstać z podłogi? Przypominam Ci, że ludzie chodzą na dwóch nogach. – wrzasnęłam, a goście dostosowali się do moich warunków. Filip zaciągnął ich na kanapę, a ja przygotowałam herbaty.
- Pamiętasz, że jedziemy jutro na 9 do studia? – zapytałam przyjaciela. – A Ed i Matt do pracy?
W salonie na chwilę zapadła głucha cisza, od czasu do czasu przerywana siorbaniem. Wstałam nerwowo i zabrałam z ziemi scenariusz.
- Dobranoc panom, ja chcę się wyspać. – powiedziałam obrażonym tonem.
- Czekaj! – zawołał Ed. – Masz jakiś obiad?
- No pewnie, czekałam na ten dzień, aż będę mogła zostać Waszą kucharką! Cóż za zaszczyt! – skrzywiłam się, po chwili dopowiadając. – W lodówce są pyry z gzikiem, odgrzejcie sobie. Tylko chaty nie spalcie. – przewróciłam oczami i zawróciłam w stronę pokoju.
- Amelia, stój! Jak śpimy? – zapytał Filip.
- Jak to jak? Ja u siebie, Ty na kanapie, a Panowie zamawiają taksóweczkę i do domu. Ja naprawdę nie potrzebuję więcej współlokatorów.
- No przecież nie możemy ich w takim stanie wysłać do domu!
- Czemu nie?
Filip westchnął i popatrzył na mnie błagalnie. Oh, niech mu będzie. Ostatni raz.
- Mogą spać w pokoju Emmy?
Blondyn wykrzywił twarz, ni to w grymasie niezadowolenia, ni to smutku. Pokręcił przecząco głową.
- Robimy losowanie. – zawyrokował Matt.
- Że co? Jeśli myślicie, że ktoś będzie ze mną spać, to się grubo mylicie. – warknęłam, ale chłopacy puścili to mimo uszu. Ed wygrzebał z kieszeni stary paragon, Matt podarł go na małe kawałki i napisał na nich nasze imiona, a Filip wrzucił je do pustego kubka.
- Będę spać z… Mattem! – zawyrokował po chwili gmerania ręką w naczyniu. Zaniemówiłam.
- I że ja niby mam spać z Edem? – zapytałam zszokowana.
- Takie życie księżniczko. – westchnął mój przyjaciel. Przewróciłam oczami.
- Macie się wszyscy iść myć, teraz. A Ty masz im dać jakąś pidżamę. Ja pierdole. Cudowny wieczór. – warknęłam i schowałam się w moim pokoju.
Zapaliłam lampkę nocną i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Błękitna sypialnia prezentowała się całkiem nieźle – wszystkie rzeczy były na swoim miejscu, łóżko zaścielone, a z komody jak zawsze wyglądały drewniane ramki ze zdjęciami, które zrobiłam podczas wolontariatu w Madrycie razem z Emmą. Kilka lat temu opiekowałyśmy się tam młodą grupą na obozie sportowym i od tego czasu zaczęłyśmy razem podróżować po świecie.
Cholernie mi jej brakuje.
Po dłuższej chwili przyszedł Sheeran. Prysznic i zmiana ubrań podziałały na korzyść chłopaka – zniknął znienawidzony przeze mnie zapach fajek i alkoholu.
- Coś się stało? – zapytał troskliwie. Cholera, czy aż tak widać po mnie wszystkie emocje?
- Tęsknię za przyjaciółką.. Martwię się, że coś jej się stało.
Nawet nie zauważyłam, kiedy znalazłam się w jego objęciach.
- Nie bój się rzeczy, które być może nigdy się nie wydarzą.
Wow, jak na pijaną osobę powiedział coś serio mądrego. Zwracając uwagę na fakt, że jeszcze dwie godziny temu klęczał we frontowych drzwiach.
- Nie sam lęk jest najgorszy, ale to, co wtedy sobie wyobrażam.
Dlaczego jestem wobec niego tak szczera? Przecież nawet go nie znam.
Ed przytulił mnie mocniej. Po dłuższej chwili wydostałam się z jego uścisku i ocierając pojedyncze łzy wyszeptałam ‘Dziękuję’.
- Idziemy spać?
- Idziemy spać. – rudy przytaknął mi i wskoczył na prawą stronę łóżka. Położyłam się koło niego i zgasiłam lampkę.
- Zabierasz mi kołdrę! – poskarżył się po chwili chłopak.
- Życie. – zaśmiałam się i naciągnęłam materiał jeszcze mocniej, tak, że całkowicie spadł na ziemię.
- No chyba sobie żartujesz! – rudy udawał oburzenie i zaczął wyrywać mi z rąk brązowe przykrycie, a ja zaczęłam się głośno chichrać. Po chwili do pokoju wszedł zaspany Matt.
- Słuchajcie, jak macie zamiar do siebie zarywać, to róbcie to w dzień, a nie o drugiej w nocy!
- Dobrze tatusiu, będziemy już cicho. – zaśmiałam się jeszcze głośniej. Po chwili przepychanki oddałam Edowi jego kawałek nakrycia i odwróciłam się na bok, próbując zasnąć.
[1] Antrejka
– po poznańsku przedsionek, korytarz. Przyzwyczajcie się, że będę używać
poznańskiej gwary, by unikać powtórzeń xd
Jak Wam się podoba kolejny rozdział? :) Jeśli macie jakieś rady, sugestie - piszcie! Chciałabym się jak najbardziej rozwijać.
Jak Wam się podoba kolejny rozdział? :) Jeśli macie jakieś rady, sugestie - piszcie! Chciałabym się jak najbardziej rozwijać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz