PROLOG
Lotnisko w Poznaniu, 7 rano. Normalnie bym się nie
przejmowała, wręcz przysypiała – w końcu nie raz latałam samolotem, a cały
proces odprawy był bardziej denerwujący aniżeli w jakikolwiek sposób ekscytujący.
Ale nie dzisiaj, o nie! W tym momencie zaczynały się spełniać moje najskrytsze
marzenia. Pierwszy raz poczułam, że mogę je realizować, choć jeszcze to do mnie
nie docierało. Leciałam do Londynu, by w ramach projektu przez pół roku
uczestniczyć w produkcji filmu fabularnego.
Kim jestem? Wszystko można powiedzieć na różny sposób. Ktoś mógłby o mnie powiedzieć: „Studentka 5 roku Wyższej Szkoły Filmowej na wydziale reżyserii, która nakręciła najlepszy film na ogólnopolski konkurs i w ramach nagrody ona i jej dwójka znajomych lecą na pół roku do Londynu.”, co byłoby raczej słabym opisem, ale daje radę. Bardziej odpowiadałoby mi coś takiego: „Żywiołowa, impulsywna i lekko szurnięta szatynka, która nie widzi świata poza robieniem filmów i zdjęć.”. O tak, to pasuje do mnie idealnie. Kiedyś miałam jeszcze inną pasję, ale o tym kiedy indziej – nie należy przecież przynudzać, kiedy się przedstawia, bo ktoś Cię weźmie za nudnego. Nie ważne.
Więc lecimy do Londynu – ja, Emma i Filip. Nie mogę w to uwierzyć! Naprawdę, miałam ochotę wrzeszczeć na każdą osobę z obsługi, która jak na złość wyjątkowo powolnie wykonywała swoją pracę. Posyłałam wszystkim na około mordercze spojrzenia, lecz nikt ich nie brał do siebie i w samolocie znaleźliśmy się dopiero 10 minut przed planowanym startem. Na szczęście tego dnia nic nie było w stanie zepsuć humorów naszej trójki, nawet mnie, a jestem wyjątkowo drażliwą osobą. Chwilę po starcie i wymianie niespełnionych, głupich marzeń z przeszłości z przyjaciółmi każde z nas wyciągnęło swoją ulubioną książkę – w moim przypadku niezastąpiona „Niosąca Radość” Czarnoty, wcisnęło słuchawki na głowę i pogrążyło się w swoim własnym świecie. Ja swoją lekturę znałam już niemal na pamięć, tak samo jak piosenki Eda Sheerana, które odtwarzał mój telefon, więc bez trudu zasnęłam po niemalże połowie godziny.
Z głębokiego snu wyrwało mnie nagłe szarpanie za ramię. Rozchyliłam lekko powieki i wyjęłam z uszu słuchawki, lecz moje zmysły nadal zawodziły. Pierwszym bodźcem pobudzającym okazał się zapach świeżej kawy pasażera obok. Oblizałam usta i spojrzałam na niego zazdrośnie – nigdy nie kupowałam niczego w samolocie, czym chciałam wyrazić swój bunt wobec naprawdę wysokich cen, lecz w tym momencie mężczyzna kusił mnie jak nigdy. Wstrzymałam na chwilę oddech, co podziałało na mnie otrzeźwiająco i rozwarłam szerzej powieki. Oczywiście, od razu tego pożałowałam, gdyż światło zaatakowało mnie i kuło niemiłosiernie w oczy. Po całkowitym dojściu do siebie spojrzałam na przyjaciół, którzy tak jak ja ucięli sobie krótką drzemkę, a następnie swój wzrok skierowałam na widok za oknem. Był on naprawdę niesamowity, chmury wyglądały teraz, jak miękki dywan lub materac, który wręcz błagał, by się na nim położyć. Nagle trafiła do mnie inna myśl – kto mnie obudził, skoro moi znajomi spali? Zaczęłam rozglądać się naokoło, lecz z poszukiwań wyrwał mnie przesłodzony, doskonale wyćwiczony głos hostessy:
- Prosimy zapiąć pasy, przygotowujemy się do lądowania.
Wykonałam polecenie i pochyliłam się, by zbudzić moich przyjaciół, lecz znów poczułam, jak ktoś szarpie mnie za ramię. Chciałam odwrócić się i odkryć w końcu, kto mnie irytuje, lecz samolot zaczął nagle lecieć korkociągiem w dół. Momentalnie straciłam przytomność. Jak zawsze w stresujących dla mnie sytuacjach.
Kim jestem? Wszystko można powiedzieć na różny sposób. Ktoś mógłby o mnie powiedzieć: „Studentka 5 roku Wyższej Szkoły Filmowej na wydziale reżyserii, która nakręciła najlepszy film na ogólnopolski konkurs i w ramach nagrody ona i jej dwójka znajomych lecą na pół roku do Londynu.”, co byłoby raczej słabym opisem, ale daje radę. Bardziej odpowiadałoby mi coś takiego: „Żywiołowa, impulsywna i lekko szurnięta szatynka, która nie widzi świata poza robieniem filmów i zdjęć.”. O tak, to pasuje do mnie idealnie. Kiedyś miałam jeszcze inną pasję, ale o tym kiedy indziej – nie należy przecież przynudzać, kiedy się przedstawia, bo ktoś Cię weźmie za nudnego. Nie ważne.
Więc lecimy do Londynu – ja, Emma i Filip. Nie mogę w to uwierzyć! Naprawdę, miałam ochotę wrzeszczeć na każdą osobę z obsługi, która jak na złość wyjątkowo powolnie wykonywała swoją pracę. Posyłałam wszystkim na około mordercze spojrzenia, lecz nikt ich nie brał do siebie i w samolocie znaleźliśmy się dopiero 10 minut przed planowanym startem. Na szczęście tego dnia nic nie było w stanie zepsuć humorów naszej trójki, nawet mnie, a jestem wyjątkowo drażliwą osobą. Chwilę po starcie i wymianie niespełnionych, głupich marzeń z przeszłości z przyjaciółmi każde z nas wyciągnęło swoją ulubioną książkę – w moim przypadku niezastąpiona „Niosąca Radość” Czarnoty, wcisnęło słuchawki na głowę i pogrążyło się w swoim własnym świecie. Ja swoją lekturę znałam już niemal na pamięć, tak samo jak piosenki Eda Sheerana, które odtwarzał mój telefon, więc bez trudu zasnęłam po niemalże połowie godziny.
Z głębokiego snu wyrwało mnie nagłe szarpanie za ramię. Rozchyliłam lekko powieki i wyjęłam z uszu słuchawki, lecz moje zmysły nadal zawodziły. Pierwszym bodźcem pobudzającym okazał się zapach świeżej kawy pasażera obok. Oblizałam usta i spojrzałam na niego zazdrośnie – nigdy nie kupowałam niczego w samolocie, czym chciałam wyrazić swój bunt wobec naprawdę wysokich cen, lecz w tym momencie mężczyzna kusił mnie jak nigdy. Wstrzymałam na chwilę oddech, co podziałało na mnie otrzeźwiająco i rozwarłam szerzej powieki. Oczywiście, od razu tego pożałowałam, gdyż światło zaatakowało mnie i kuło niemiłosiernie w oczy. Po całkowitym dojściu do siebie spojrzałam na przyjaciół, którzy tak jak ja ucięli sobie krótką drzemkę, a następnie swój wzrok skierowałam na widok za oknem. Był on naprawdę niesamowity, chmury wyglądały teraz, jak miękki dywan lub materac, który wręcz błagał, by się na nim położyć. Nagle trafiła do mnie inna myśl – kto mnie obudził, skoro moi znajomi spali? Zaczęłam rozglądać się naokoło, lecz z poszukiwań wyrwał mnie przesłodzony, doskonale wyćwiczony głos hostessy:
- Prosimy zapiąć pasy, przygotowujemy się do lądowania.
Wykonałam polecenie i pochyliłam się, by zbudzić moich przyjaciół, lecz znów poczułam, jak ktoś szarpie mnie za ramię. Chciałam odwrócić się i odkryć w końcu, kto mnie irytuje, lecz samolot zaczął nagle lecieć korkociągiem w dół. Momentalnie straciłam przytomność. Jak zawsze w stresujących dla mnie sytuacjach.
------------------------------------------------------------------
Hej wszystkim! Założyłam tego bloga, ponieważ od dawna uwielbiam pisać i stwierdziłam, że chciałabym kogoś poprosić o ocenę, jakąś wskazówkę, a zawsze łatwiej poprosić kogoś, kogo się nie zna ;) Więc będę wdzięczna za wszelkie rady, co poprawić, bo dotychczas byłam samoukiem i kompletnie nikomu nie pokazywałam swoich prac.
PS Tak, to będzie ff o Edzie. Mniej więcej. Ale na razie chcę rozwinąć opowiadanie :)
PS Tak, to będzie ff o Edzie. Mniej więcej. Ale na razie chcę rozwinąć opowiadanie :)
Według mnie jest dobrze. I czekam na więcej :)
OdpowiedzUsuńJest ok jak na prolog ;) mam nadzieje, ze z kazdym kolejnym rozdzialem bedzie ciekawiej i ciekawiej, bo twoj prolog jest taki... typowy :) wiesz - wyjazd z Polski do Londynu, juz ktorys raz sie z tym spotykam, ale nie ma to wiekszego znaczenia! Zaskocz nas wszstkich pomyslem na dalsza akcje xx
OdpowiedzUsuń