Ból
przeszywał całe moje ciało, doprowadzając mnie do istnego szaleństwa.
Pogrążałam się w ciemności, odzyskiwałam przytomność, by za chwilę znów ją
stracić. W końcu leki przeciwbólowe zaczęły działać, a ja powoli odzyskiwałam
kontakt z otoczeniem. Podniosłam z trudem powieki i obserwowałam powoli
miejsce, w którym się znajdowałam. Leżałam na niewygodnym, zielonym łóżku, obok
mnie na stelażu wisiała kroplówka połączona z moją ręką długą, przezroczystą
rurką. Kilka metrów dalej stały inne łóżka, lecz na szczęście puste, a na
ścianie naprzeciwko mnie wisiał całkiem sporych rozmiarów telewizor. Cieszyłam
się, że jestem tu sama – mogłam w spokoju oglądać filmy, słuchać muzyki, czy
rozmawiać ze znajomymi bez obawy, że będę przeszkadzać innym. Cała sala wyglądała
raczej mało atrakcyjnie, a w powietrzu unosił się charakterystyczny dla
szpitali, niemiły zapach.
Odwróciłam głowę i drgnęłam – przy moim łóżku siedział, a właściwie wpół
siedział na białym stołku, a wpół leżał oparty głową na moim łóżku młody chłopak.
Musiał tu być od dłuższego czasu, gdyż pogrążony był w głębokim śnie, z którego
nie wybudzały go nawet wizyty pielęgniarki. Przyjrzałam mu się bliżej, mrużąc
oczy i odzyskując przy okazji pełną ostrość widzenia. Miał gęstą, rudą
czuprynę, która była jedyną rzeczą, która go wyróżniała. Oprócz niej, wyglądał
jak zwykły, nieco niższy chłopak ubrany w szarą bluzę, ciemne jeansy i czerwone
trampki i nie wywierał na mnie żadnego wrażenia. Jednak jedyne, co mnie w nim
zaciekawiło, to jego twarz, której nie widziałam, ponieważ ukrył ją w kawałku
pościeli, pod którą leżałam. Przez chwilę rozważałam, czy nie szturchnąć go
jakoś, by się obudził – domyśliłam się, że to on musiał być sprawcą wypadku.
Chociaż, czy na pewno on? W końcu to ja przemierzałam ruchliwą ulicę w niedozwolonym miejscu, co
było moim stałym nawykiem już od dzieciństwa. Gdy moi znajomi bali się przebiec
na czerwonym świetle, choć nie jechał żaden samochód, ja ze spokojem
przechodziłam kilkanaście metrów od rozpędzonego tira bez cienia strachu.
Zanim zdecydowałam się na jakikolwiek ruch, wyprzedził mnie telefon do
chłopaka, który pod wpływem nagłej melodii zerwał się z łóżka, o mało nie
lądując na ziemi. Wygrzebał niezgrabnie komórkę z kieszeni i odebrał zaspanym
głosem:
-Halo? Nie, jeszcze się nie wybudziła.. Co? Nie wiem, jak się czuje, nie za
bardzo mnie to obchodzi. Mam nadzieję, że zgodzi się zapomnieć o sprawie i nie
donosić nigdzie. Zaraz potem pojadę do studia. Dobra, do zobaczenia. –
rudzielec uciął rozmowę i przetarł oczy. Był naprawdę zaspany, ja natomiast
kipiałam ze złości. Jak mógł kompletnie nie interesować się moim zdrowiem?!
Może i się nie znaliśmy, ale ze względu na empatię, której najwyraźniej było mu
brak, każdy by się przejmował stanem drugiej osoby! I choć w tym momencie
miałam wielką ochotę, by naprawdę na niego donieść, to wiedziałam, że i tak nie
mogę tego zrobić. W końcu to ja ponosiłam większość winy za wypadek i to
naprawdę doprowadzało mnie do szału.
Gorączkowo rozmyślałam, co mogę zrobić, skoro i tak jestem przegrana. W
sumie mogłam go trochę podpuścić – przynajmniej nie tylko ja byłabym tutaj tak
zła. Może i trochę egoistycznie, ale sam nie był lepszy.
Odchrząknęłam delikatnie, a niebieskooki odwrócił się w moją stronę, posyłając
mi delikatny uśmiech. Dopiero teraz ujrzałam jego twarz i od razu rozpoznałam w
nim swojego idola. Przez chwilę miałam wrażenie, że moje serce bije tak głośno,
że rudy na pewno je usłyszał, lecz opanowałam się szybko, udając, że go nie
znam. Usiadł na skraju mojego łóżka i zapytał:
- Jak się czujesz? – w jego głosie było słychać troskę, ale nie dałam się
zmylić. Musiał naprawdę dobrze udawać.
- Słabo.. Wszystko mnie boli. – skłamałam. Może i faktycznie odczuwałam ból,
lecz z chwili na chwilę czułam się coraz lepiej.
- Jak długo byłam nieprzytomna?
- Kilka godzin. Lekarz mówił, że jesteś mocno poobijana i masz lekki wstrząs
mózgu, ale nic poza tym.
Odetchnęłam z ulgą. Najbardziej bałam się tego, że coś złamię i nie będę mogła
kontynuować pracy przy filmie. W tym momencie moja złość mimowolnie zelżała.
- Kiedy mogę wyjść?
- Za kilka dni. – odpowiedział, a ja przewróciłam oczami. Co prawda właśnie
zaczynał się weekend, więc nie straciłabym żadnego z cennych dni praktyk, ale
nie chciałam też spędzać go w cuchnącym, brzydkim szpitalu, z natrętnym rudzielcem,
który boi się o swoje prawko. Na moment zapadła niezręczna cisza, którą chłopak
natychmiast wykorzystał.
- Jak się nazywasz? – zapytał, cały czas się uśmiechając. Pewnie chciał
zachować pozory miłego.
- Amelia Lulińska. – mruknęłam.
- Ed Sheeran, miło mi. – odpowiedział i podał mi rękę. Uścisnęłam ją, a na
mojej twarzy mimowolnie pojawił się uśmiech. Pomimo nabytej chwilę wcześniej
niechęci, niebieskooki nadal pozostawał moim idolem, z którym od zawsze
chciałam się spotkać.
- Skąd pochodzisz?
- Z Polski. Przyjechałam tu na pół roku, by pracować przy produkcji filmu
fabularnego.
- Powodzenia. Wiesz, nie wiem, czy zauważyłaś, ale w Londynie wszyscy piesi
przechodzą w wyznaczonych do tego miejscach. Natomiast Ty..
- Natomiast Ty jechałeś za szybko. – dokończyłam za niego, a on nieco się
skrzywił.
- Nie zaprzeczysz chyba, że Ty też ponosisz za to winę. – odpowiedział nieco
ostrzej, a ja uniosłam brew i uśmiechnęłam się złośliwie. O tak, w tym momencie
doprowadziłam go do furii – dało się to poznać po jego twarzy, która w szybkim
tempie przybrała barwę dojrzałego pomidora.
- Bo co? Niby czemu miałabym się przyznawać do błędu? – byłam pewna siebie.
Wiedziałam, że jeśli dowiedzą się o tym jakieś gazety, to bez względu na fakty
i tak on zostanie oskarżony.
- Proszę Cię.. Dwa dni temu zdałem na prawo jazdy.. – mówił błagalnym tonem z
miną zbitego szczeniaka.
- W takim bądź razie nie powinieneś go chyba dostać. – uśmiechnęłam się
najbardziej złośliwie, jak tylko potrafiłam, co przyprawiło mnie o dosyć mocne
kłucie w klatce piersiowej. Zrobiłam kilka głębszych wdechów i powróciłam do
dyskusji.
- Posłuchaj mnie, jestem znanym piosenkarzem, nie mogę pozwolić sobie na takie
gówno! – wykrzyczał, zrywając się na nogi. Zaczął chodzić energicznie po sali,
by wyładować swoją złość, więc stwierdziłam, że przestanę już go dręczyć.
- Okej. – powiedziałam spokojnie, a on stanął jak wryty.
- Odpuścisz?
- W końcu ja też jestem winna.
- Przecież przed chwilą.. Mówiłaś zupełnie co innego.. – otworzył szeroko oczy
ze zdziwienia.
- Ale.. Masz mi pomóc. Chcę dzisiaj wyjść do domu.
- Przecież nie możesz. Nie dam rady przekonać lekarzy.
- Więc pomożesz mi uciec.
-------------------------------------------------------
Mam nadzieję, że wszystkim się podoba :) Oczywiście zachęcam do komentowania, chętnie poczytam opinie!
no mam nadzieję, że będzie się działo! c:
OdpowiedzUsuńNie wiem co napisac, ale dodam komentarz, zebys wiedziala, ze czytam! Oby tak dalej ;)
OdpowiedzUsuńhaha, dzięki! Mam nadzieję, że dalsze rozdziały będą coraz lepsze :)
OdpowiedzUsuńEj no, świetne :D czytam dalej :D
OdpowiedzUsuń