poniedziałek, 16 marca 2015

Rozdział II

Ból przeszywał całe moje ciało, doprowadzając mnie do istnego szaleństwa. Pogrążałam się w ciemności, odzyskiwałam przytomność, by za chwilę znów ją stracić. W końcu leki przeciwbólowe zaczęły działać, a ja powoli odzyskiwałam kontakt z otoczeniem. Podniosłam z trudem powieki i obserwowałam powoli miejsce, w którym się znajdowałam. Leżałam na niewygodnym, zielonym łóżku, obok mnie na stelażu wisiała kroplówka połączona z moją ręką długą, przezroczystą rurką. Kilka metrów dalej stały inne łóżka, lecz na szczęście puste, a na ścianie naprzeciwko mnie wisiał całkiem sporych rozmiarów telewizor. Cieszyłam się, że jestem tu sama – mogłam w spokoju oglądać filmy, słuchać muzyki, czy rozmawiać ze znajomymi bez obawy, że będę przeszkadzać innym. Cała sala wyglądała raczej mało atrakcyjnie, a w powietrzu unosił się charakterystyczny dla szpitali, niemiły zapach.
Odwróciłam głowę i drgnęłam – przy moim łóżku siedział, a właściwie wpół siedział na białym stołku, a wpół leżał oparty głową na moim łóżku młody chłopak. Musiał tu być od dłuższego czasu, gdyż pogrążony był w głębokim śnie, z którego nie wybudzały go nawet wizyty pielęgniarki. Przyjrzałam mu się bliżej, mrużąc oczy i odzyskując przy okazji pełną ostrość widzenia. Miał gęstą, rudą czuprynę, która była jedyną rzeczą, która go wyróżniała. Oprócz niej, wyglądał jak zwykły, nieco niższy chłopak ubrany w szarą bluzę, ciemne jeansy i czerwone trampki i nie wywierał na mnie żadnego wrażenia. Jednak jedyne, co mnie w nim zaciekawiło, to jego twarz, której nie widziałam, ponieważ ukrył ją w kawałku pościeli, pod którą leżałam. Przez chwilę rozważałam, czy nie szturchnąć go jakoś, by się obudził – domyśliłam się, że to on musiał być sprawcą wypadku. Chociaż, czy na pewno on? W końcu to ja przemierzałam  ruchliwą ulicę w niedozwolonym miejscu, co było moim stałym nawykiem już od dzieciństwa. Gdy moi znajomi bali się przebiec na czerwonym świetle, choć nie jechał żaden samochód, ja ze spokojem przechodziłam kilkanaście metrów od rozpędzonego tira bez cienia strachu.
Zanim zdecydowałam się na jakikolwiek ruch, wyprzedził mnie telefon do chłopaka, który pod wpływem nagłej melodii zerwał się z łóżka, o mało nie lądując na ziemi. Wygrzebał niezgrabnie komórkę z kieszeni i odebrał zaspanym głosem:
-Halo? Nie, jeszcze się nie wybudziła.. Co? Nie wiem, jak się czuje, nie za bardzo mnie to obchodzi. Mam nadzieję, że zgodzi się zapomnieć o sprawie i nie donosić nigdzie. Zaraz potem pojadę do studia. Dobra, do zobaczenia. – rudzielec uciął rozmowę i przetarł oczy. Był naprawdę zaspany, ja natomiast kipiałam ze złości. Jak mógł kompletnie nie interesować się moim zdrowiem?! Może i się nie znaliśmy, ale ze względu na empatię, której najwyraźniej było mu brak, każdy by się przejmował stanem drugiej osoby! I choć w tym momencie miałam wielką ochotę, by naprawdę na niego donieść, to wiedziałam, że i tak nie mogę tego zrobić. W końcu to ja ponosiłam większość winy za wypadek i to naprawdę doprowadzało mnie do szału.  Gorączkowo rozmyślałam, co mogę zrobić, skoro i tak jestem przegrana. W sumie mogłam go trochę podpuścić – przynajmniej nie tylko ja byłabym tutaj tak zła. Może i trochę egoistycznie, ale sam nie był lepszy.
Odchrząknęłam delikatnie, a niebieskooki odwrócił się w moją stronę, posyłając mi delikatny uśmiech. Dopiero teraz ujrzałam jego twarz i od razu rozpoznałam w nim swojego idola. Przez chwilę miałam wrażenie, że moje serce bije tak głośno, że rudy na pewno je usłyszał, lecz opanowałam się szybko, udając, że go nie znam. Usiadł na skraju mojego łóżka i zapytał:
- Jak się czujesz? – w jego głosie było słychać troskę, ale nie dałam się zmylić. Musiał naprawdę dobrze udawać.
- Słabo.. Wszystko mnie boli. – skłamałam. Może i faktycznie odczuwałam ból, lecz z chwili na chwilę czułam się coraz lepiej.
- Jak długo byłam nieprzytomna?
- Kilka godzin. Lekarz mówił, że jesteś mocno poobijana i masz lekki wstrząs mózgu, ale nic poza tym.
Odetchnęłam z ulgą. Najbardziej bałam się tego, że coś złamię i nie będę mogła kontynuować pracy przy filmie. W tym momencie moja złość mimowolnie zelżała.
- Kiedy mogę wyjść?
- Za kilka dni. – odpowiedział, a ja przewróciłam oczami. Co prawda właśnie zaczynał się weekend, więc nie straciłabym żadnego z cennych dni praktyk, ale nie chciałam też spędzać go w cuchnącym, brzydkim szpitalu, z natrętnym rudzielcem, który boi się o swoje prawko. Na moment zapadła niezręczna cisza, którą chłopak natychmiast wykorzystał.
- Jak się nazywasz? – zapytał, cały czas się uśmiechając. Pewnie chciał zachować pozory miłego.
- Amelia Lulińska. – mruknęłam.
- Ed Sheeran, miło mi. – odpowiedział i podał mi rękę. Uścisnęłam ją, a na mojej twarzy mimowolnie pojawił się uśmiech. Pomimo nabytej chwilę wcześniej niechęci, niebieskooki nadal pozostawał moim idolem, z którym od zawsze chciałam się spotkać.
- Skąd pochodzisz?
- Z Polski. Przyjechałam tu na pół roku, by pracować przy produkcji filmu fabularnego.
- Powodzenia. Wiesz, nie wiem, czy zauważyłaś, ale w Londynie wszyscy piesi przechodzą w wyznaczonych do tego miejscach. Natomiast Ty..
- Natomiast Ty jechałeś za szybko. – dokończyłam za niego, a on nieco się skrzywił.
- Nie zaprzeczysz chyba, że Ty też ponosisz za to winę. – odpowiedział nieco ostrzej, a ja uniosłam brew i uśmiechnęłam się złośliwie. O tak, w tym momencie doprowadziłam go do furii – dało się to poznać po jego twarzy, która w szybkim tempie przybrała barwę dojrzałego pomidora.
- Bo co? Niby czemu miałabym się przyznawać do błędu? – byłam pewna siebie. Wiedziałam, że jeśli dowiedzą się o tym jakieś gazety, to bez względu na fakty i tak on zostanie oskarżony.
- Proszę Cię.. Dwa dni temu zdałem na prawo jazdy.. – mówił błagalnym tonem z miną zbitego szczeniaka.
- W takim bądź razie nie powinieneś go chyba dostać. – uśmiechnęłam się najbardziej złośliwie, jak tylko potrafiłam, co przyprawiło mnie o dosyć mocne kłucie w klatce piersiowej. Zrobiłam kilka głębszych wdechów i powróciłam do dyskusji.
- Posłuchaj mnie, jestem znanym piosenkarzem, nie mogę pozwolić sobie na takie gówno! – wykrzyczał, zrywając się na nogi. Zaczął chodzić energicznie po sali, by wyładować swoją złość, więc stwierdziłam, że przestanę już go dręczyć.
- Okej. – powiedziałam spokojnie, a on stanął jak wryty.
- Odpuścisz?
- W końcu ja też jestem winna.
- Przecież przed chwilą.. Mówiłaś zupełnie co innego.. – otworzył szeroko oczy ze zdziwienia.
- Ale.. Masz mi pomóc. Chcę dzisiaj wyjść do domu.
- Przecież nie możesz. Nie dam rady przekonać lekarzy.
- Więc pomożesz mi uciec.

-------------------------------------------------------
Mam nadzieję, że wszystkim się podoba :) Oczywiście zachęcam do komentowania, chętnie poczytam opinie!

4 komentarze:

  1. no mam nadzieję, że będzie się działo! c:

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem co napisac, ale dodam komentarz, zebys wiedziala, ze czytam! Oby tak dalej ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. haha, dzięki! Mam nadzieję, że dalsze rozdziały będą coraz lepsze :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ej no, świetne :D czytam dalej :D

    OdpowiedzUsuń