sobota, 14 marca 2015

Rozdział I

Wylądowaliśmy. Każdy z pasażerów miał wielką gulę w gardle, gdyż turbulencje wszystkich nas mocno wystraszyły, lecz pilot w ostatniej chwili opanował maszynę. Jedni od razu rzucili się do wyjścia, inni przejęci nie mogli się odkleić od swoich foteli, natomiast nasza trójka ze spokojem opuściła samolot. Teraz mogło być już przecież tylko lepiej. Przy wyjściu zahaczyłam o bufet i zapytałam hostessę:
- Czy w ramach rekompensaty mogę dostać darmową kawę?
W sumie każde z nas całkiem szybko otrząsnęło się z nieprzyjemnych wspomnień końcówki podróży, zwłaszcza ja, ponieważ dostałam ogromny kubek naprawdę dobrej kawy. Cóż, byłam ‘nie do zdarcia’, do póki nie przekonywałam się na własnej skórze o skutkach różnych wydarzeń, lecz cieszyłam się z tej formy odwagi.
Gdy opuściliśmy lotnisko, przywitał nas lekki deszcz, w powietrzu unosił się zapach sprzedawanego nieopodal popcornu, a ulica przed nami tętniła życiem. Pełno ludzi, pełno samochodów i różnorakich sklepów oraz stoisk, które w przedziwny sposób tworzyły spójną całość. Oplotłam ręce wokół ciepłego kubka z resztką napoju i przez chwilę dopadło mnie przygnębienie. Co, jeśli przez pół roku będzie wyglądać tak każdy mój dzień? Brak słońca, które tak bardzo uwielbiam, wejście w monotonię życia. Ludzie, którzy mnie mijali, kompletnie nie zwracali uwagi na swoje otoczenie, szli ze słuchawkami w uszach i obojętnym wzrokiem wbitym w ziemię, a przecież ta okolica była tak piękna! Odgoniłam od siebie ponure myśli i skupiłam się na mapie, którą Emma rozkładała na walizkach.
- Jesteśmy tu.. Musimy się dostać do tego domu.. – mruczała pod nosem. Przejechała palcem, pokazując naszą drogę, a Filip zagwizdał ze zdziwienia. Nie wybierał razem z nami noclegu i nie miał pojęcia, że mamy aż tak długą drogę do przebycia.
- No chyba Was pogięło! – krzyknął, a kilka osób spojrzało na nas co najmniej dziwnie. No tak, przecież mówiliśmy po polsku, a w dodatku wyróżnialiśmy się od innych ciemniejszą karnacją.
- Z tego domu mamy najbliżej do studia, z resztą jego właścicielka wynajmuje go nam naprawdę tanio. – rzuciłam oschle. Chłopak nie miał kompletnie pojęcia, jak trudno było znaleźć coś na wynajem dla trójki studentów i to jeszcze zza granicy i jeszcze marudził! Emma schowała niedbale mapę do kieszeni i razem ustaliliśmy, że pojedziemy taksówką.
Po około 40 minutach przebiliśmy się przez zakorkowany Londyn i dotarliśmy do naszego nowego mieszkania. Wszystko, co widziałam zza szyby samochodu wywierało na mnie ogromne wrażenie i było mi żal kończyć przejażdżkę. Zapłaciłam kierowcy, a Filip wyjął nasze bagaże i wręcz pobiegliśmy w stronę szarego domu.
Był malutki, parterowy, lecz idealny dla naszej grupki. Wewnątrz był nieco obskurny, ale w tym momencie mało nas to obchodziło. Zostawiliśmy bagaże w przedsionku i obeszliśmy po kolei wszystkie pomieszczenia. Łososiowa kuchnia z zestawem drewnianych mebli, dwie sypialnie z małymi łóżkami, szafkami nocnymi i komodami, dwie łazienki, i salon, najbardziej efektowny, z wyjściem na taras – a to wszystko na tak małej powierzchni! Dom był otoczony małym skrawkiem trawy, z tyłu posadzone były kwiatki, lecz przez zaniedbanie ledwo było je widać z gąszczu chwastów.  Już wiedziałam, co wypełni część mojego wolnego czasu – z powodu mojego perfekcjonizmu, który objawiał się tylko w niektórych sytuacjach, uwielbiałam dbać o ogród, więc i ten na pewno odnajdzie swoje lepsze oblicze. Cała posiadłość została otoczona metalowym płotem, który pomimo braku pielęgnacji nie został jeszcze dotknięty przez korozję.
 Mieszkania naszych sąsiadów prezentowały się o niebo lepiej, niektóre wyglądały nawet, jakby mieszkały tam jakieś gwiazdy, ale nie przeszkadzało mi to. Naprawdę się cieszyłam, że znaleźliśmy się tutaj, bez względu na warunki.
- Filip, śpisz na kanapie w salonie. – zawyrokowała Emma z chytrym uśmiechem. Chłopak próbował się wybronić, lecz moja koleżanka była nieugięta, co skończyło się tarasowaniem przez nią przejścia do sypialni.
- Jedna z łazienek będzie tylko Twoja, a druga nasza na spółkę. – pocieszyłam go i puściłam do niego oczko. Sfrustrowany blondyn przewrócił tylko oczami i rozłożył swój bagaż w salonie. Obok kanapy, która stała się właśnie jego łóżkiem stała mała ława, po lewej było wyjście na miniaturowy taras wyłożony szarymi płytkami, a na przeciwko wisiał telewizor z podstawową gamą programów. Wszystkie ściany wewnątrz domu były pomalowane na kolor błękitny lub łososiowy, lecz prawdziwym koszmarem stał się kurz, który pokrywał każdą możliwą rzecz. Właściciel musiał naprawdę długo się starać, by ktoś w końcu tu zamieszkał – nie dziwiłam się temu.
Pierwszą rzeczą, za którą się wzięliśmy były.. porządki. Tego żadne z nas się nie spodziewało, ale w miarę szybko uporaliśmy się z panującym tu brudem, a po długim wietrzeniu zniknął unoszący się w powietrzu zapach fastfoodów. I tak po kilku godzinach pracy wszyscy padliśmy - zmęczeni, ale szczęśliwi. Emma i Filip zasnęli razem na kanapie pod wpływem usypiającej piosenki z radia, ja natomiast leżałam obok nich i rozmyślałam. Sen się mnie nie imał – byłam zbyt przejęta nowym miejscem, nową sytuacją, w duszy przetrzymywałam setki emocji. Jedną z nich była również irytacja – przecież nie można pierwszego dnia w nowym miejscu spędzić wylegując się na kanapie!
Od kilkunastu minut maszerowałam energicznie, skręcając w kolejne ulice i coraz bardziej oddalając się od domu. Zza chmur wyszło słońce, które akurat zachodziło i oświetlało każdy przedmiot w swoim zasięgu złocisto – czerwonym blaskiem. Kałuże na chodniku odbijały wieczorne światło, powietrze było ciepłe i wyjątkowo mało wilgotne, i gdyby nie ciche rozmowy przechodniów w innym języku poczułabym się jak w Polsce. Na mojej twarzy, w przeciwieństwie do londyńczyków, którzy mnie mijali przez cały czas gościł uśmiech, byłam przepełniona szczęściem od stóp do głów, a doskonała pogoda i spokojna okolica dodatkowo podsycały to uczucie.
Z mniejszej uliczki wyszłam na dużą, ruchliwą ulicę, która była jej kompletnym przeciwieństwem. Z każdej strony została otoczona przez rzędy sklepów, a w jej centrum znajdowała się szeroka, czteropasmowa droga z torami tramwajowymi. Ruszyłam z wolna, przyglądając się wystawom sklepowym, które podsunęły mi pomysły na pierwsze zakupy, by nieco wzbogacić skromny wystrój domu. W zamyśleniu skierowałam się na drugą stronę ulicy, gdzie stał Home&You, jak zwykle nie zważając na jakiekolwiek pasy dla pieszych, a co dopiero światła, gdy nagle zza zakrętu wyjechało czarne Audi. Nie zdążyłam nawet zareagować, i choć kierowca zaczął hamować, to auto uderzyło we mnie z ogromną siłą. Wylądowałam kilka metrów dalej, uderzając o twardy asfalt i z trudem łapiąc oddech. Powoli traciłam kontakt ze światem, a ostatnie, co ujrzałam, to chłopaka z rudymi włosami, który podbiegł do mnie z przerażoną miną. Cholera, genialny pierwszy dzień w Londynie.

--------------------------------------------------------
Mam nadzieję, że wszystkim się podoba :) Oczywiście zapraszam do komentowania, bym mogła poprawić swoje błędy! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz