Droga coraz bardziej zagłębiała się w lesie, a ja traciłam
widoczność i pewność siebie. Maszerowałam już dobrą godzinę, a obok mnie nie
przejechał ani jeden samochód. Dodatkowo rany po wypadku zaczynały coraz
bardziej boleć, a sukienka przestawała chronić przed zimnem. Odeszłam kawałek
od drogi i gdy przysłonił mnie las, przebrałam się z powrotem w stare ubrania.
Założyłam też szarą bluzę, którą zapomniałam oddać Edowi. Powróciłam na
wcześniejszą trasę, lecz zaczynałam czuć się coraz gorzej. Z początku próbowałam
to ignorować, bardziej skupiałam się na wydarzeniach dzisiejszej nocy, ale po
kolejnej godzinie maszerowania nie byłam w stanie postawić już ani kroku. Wiedziałam,
że zaraz zemdleję, więc zeszłam na pobocze i usiadłam, opierając się o jedno z
drzew. Byłam, nie dość, że w środku lasu, to psychicznie w kompletnej rozsypce.
Bałam się o mój staż, że coś mi nie pójdzie. Bałam się, że w tym tempie wrócę
do domu za kilka dni. Bałam się zostawać sama na noc w lesie, ale wiedziałam,
że nie mam innej opcji. To był pierwszy raz, kiedy przeklinałam moją bujną
wyobraźnię, która zaczynała teraz działać i napawać mnie coraz większą
niepewnością. Odżywały wspomnienia z dzieciństwa, gdy rodzice opowiadali o
‘’dziwnych ludziach’’, którzy chodzą po lesie. Myślałam o coraz bardziej
dołujących sprawach, tych z przeszłości i tych, które na mnie czekają. W końcu
zasnęłam.
Obudziły mnie promienie wschodzącego słońca. Na szczęście czułam się o wiele lepiej, więc ruszyłam w dalszą drogę do domu. Po godzinie ujrzałam pierwsze zabudowania Londynu, co naprawdę mnie ucieszyło. Miałam wręcz ochotę kogoś przytulić, lecz pewnie nie znalazłabym nikogo chętnego – przechodząc obok samochodu ujrzałam swoje odbicie w szybie i wyglądałam jak jakaś bezdomna. Za duża bluza, która nie pasowała do spódniczki, rozczochrane włosy i makijaż, który zostawił wielkie, czarne smugi na mojej twarzy. Dobrze, że była wczesna pora i nikt mnie nie widział. Szczęście chyba zaczynało mi sprzyjać, ponieważ dotarłam na przystanek, a po krótkim oczekiwaniu podjechał autobus jadący do centrum. Usiadłam z tyłu i wpatrywałam się w krajobraz za szybą. Ujrzałam szary dom, łudząco podobny do naszego, i nagle zrozumiałam, że moi przyjaciele kompletnie nie wiedzą, co się ze mną dzieje. Wyobrażałam sobie Emmę, która jak zawsze w stresujących sytuacjach krzyczy na każdą możliwą osobę i zabiera się za chorobliwe porządki, by zająć czymś swoje myśli, a Filip siedzi w zadumie na kanapie i próbuje ukryć swoje emocje, by uspokoić przyjaciółkę, lecz to tylko pogarsza sytuację i doprowadza ją do większego szału. Naprawdę im współczułam, sama umierałabym ze strachu, gdyby jedno z nich wyszło na niewinny spacer i zniknęło bez śladu. Ale nie byłam pewna, czy chcę im opowiedzieć historię zeszłego dnia. Na pewno dostanę niezły opieprz za ucieczkę ze szpitala i za nocowanie w środku lasu. A wszystko zaczęło się od niewinnego spaceru..
Stałam przed drzwiami szarego domu. Wahałam się, wręcz bałam wejść do środka. Nie chciałam nikogo widzieć, nie chciałam niczego opowiadać ani wysłuchiwać dobrych rad, które nic nie dawały. W końcu zapukałam. Drzwi otwarła mi Emma. Miała podkrążone oczy, twarz opuchniętą od płaczu, było widać jak na dłoni, że nie spała całą noc. Zaszlochała i rzuciła mi się bez słowa na szyję. Trwałyśmy w tym mocnym uścisku przez dobrą chwilę, aż w końcu weszłyśmy do środka.
- Nic mi nie jest. Chcę być sama. – szepnęłam, choć widziałam, że ją to rani. Nie byłam w stanie wydusić z siebie ani słowa. Poszłam wziąć gorący prysznic, przemyłam rany wodą utlenioną, przebrałam się w czyste ubrania i położyłam na łóżku. Miałam nadzieję, że zasnę, ponieważ byłam naprawdę zmęczona, ale sen się mnie nie imał. Za dużo myśli kłębiło się w mojej głowie. Postanowiłam rozpakować swoje ubrania z walizek, lecz zabrało mi to zdecydowanie za mało czasu.
Było południe. Na dworze padał lekki deszcz, a w domu panowała okropna atmosfera. Nikt się nie odzywał, wszyscy byli w szoku z powodu ostatnich wydarzeń. Mnie dodatkowo dobijała szara bluza, którą rzuciłam na komodę. Musiałam ją jakoś zwrócić Edowi, ale tak, by mnie nie widział. Nie chciałam się z nim konfrontować i gdybym tylko mogła, to odłożyłabym to w czasie jak najdalej, ale wiedziałam, że po rozpoczęciu stażu nie będę go miała za dużo. Westchnęłam i wyjęłam z brązowej torby laptopa, by sprawdzić na mapie miejsce, w którym nagrywa piosenki. No tak, centrum. Jakieś dwadzieścia minut spacerem ode mnie. Spojrzałam raz jeszcze na bluzę. Zaczynałam żałować, że w ogóle ją pożyczyłam.
Gdy wychodziłam z domu, przyjaciele spojrzeli na mnie z niedowierzaniem, ale nie miałam siły im tego tłumaczyć. W sumie nie wiedziałam, co mam ze sobą robić. Nie chciałam siedzieć sztywno w domu i nic nie robić, z resztą atmosfera była fatalna, ale nie miałam też ochoty na żadne przechadzki. Bądź, co bądź, moje sumienie kazało mi oddać tą cholerną bluzę, więc maszerowałam teraz energicznie w stronę budynku ze studiem nagraniowym. Po drodze wstąpiłam jeszcze do małej kawiarenki, gdzie kupiłam przepyszną, mrożoną kawę. Chyba jestem uzależniona od tego napoju, ponieważ zawsze wywołuje on na mojej twarzy uśmiech. Tamtym razem również dodał mi otuchy, dopóki nie stanęłam przed gmachem budynku nagraniowego. W moim gardle pojawiła się wtedy wielka gula, a wspomnienia dnia wczorajszego odżyły. Powtórzyłam w myślach raz jeszcze plan – wchodzę, zostawiam szybko ubranie w recepcji i wracam prędko do domu. Zero rozmów, oprócz recepcjonistki. No cóż, co by mogło pójść źle? Wzięłam głęboki oddech i przeszłam przez ruchome drzwi.
Wnętrze studia było nowoczesne, ściany pomalowano na niebieski i biały, a cały rozkład mebli i ozdobników został starannie przemyślany. Również pracownicy, którzy znajdowali się w holu, byli eleganccy, wszystko tworzyło tu spójną całość. Będąc w trampkach, czarnych legginsach i czerwonej koszuli w kratkę zdecydowanie się wyróżniałam i przyciągałam uwagę innych, czego chciałam uniknąć. Chwyciłam w dłonie feralną bluzę i podeszłam do recepcji.
- Dzień dobry, czy mogłabym zostawić tutaj bluzę dla Eda Sheerana?
- Proszę pani, czy wyglądam na szatnię? – kobieta zmierzyła mnie chłodnym wzrokiem.
- Nie, ale bardzo panią proszę.. – powiedziałam błagalnym tonem, ale angielka nie dawała za wygraną.
- Może ją pani zanieść do sali 7B. Do widzenia. – zakończyła ostro rozmowę i wróciła do wpisywania czegoś na komputerze. Co za oziębła suka. Zacisnęłam pięści i ruszyłam wzdłuż korytarza. Po kilku chwilach znalazłam poszukiwany pokój. Oparłam się o ścianę i nasłuchiwałam, czy ktoś tam jest, ale panowała totalna cisza. Nacisnęłam delikatnie klamkę i weszłam do środka.
Obudziły mnie promienie wschodzącego słońca. Na szczęście czułam się o wiele lepiej, więc ruszyłam w dalszą drogę do domu. Po godzinie ujrzałam pierwsze zabudowania Londynu, co naprawdę mnie ucieszyło. Miałam wręcz ochotę kogoś przytulić, lecz pewnie nie znalazłabym nikogo chętnego – przechodząc obok samochodu ujrzałam swoje odbicie w szybie i wyglądałam jak jakaś bezdomna. Za duża bluza, która nie pasowała do spódniczki, rozczochrane włosy i makijaż, który zostawił wielkie, czarne smugi na mojej twarzy. Dobrze, że była wczesna pora i nikt mnie nie widział. Szczęście chyba zaczynało mi sprzyjać, ponieważ dotarłam na przystanek, a po krótkim oczekiwaniu podjechał autobus jadący do centrum. Usiadłam z tyłu i wpatrywałam się w krajobraz za szybą. Ujrzałam szary dom, łudząco podobny do naszego, i nagle zrozumiałam, że moi przyjaciele kompletnie nie wiedzą, co się ze mną dzieje. Wyobrażałam sobie Emmę, która jak zawsze w stresujących sytuacjach krzyczy na każdą możliwą osobę i zabiera się za chorobliwe porządki, by zająć czymś swoje myśli, a Filip siedzi w zadumie na kanapie i próbuje ukryć swoje emocje, by uspokoić przyjaciółkę, lecz to tylko pogarsza sytuację i doprowadza ją do większego szału. Naprawdę im współczułam, sama umierałabym ze strachu, gdyby jedno z nich wyszło na niewinny spacer i zniknęło bez śladu. Ale nie byłam pewna, czy chcę im opowiedzieć historię zeszłego dnia. Na pewno dostanę niezły opieprz za ucieczkę ze szpitala i za nocowanie w środku lasu. A wszystko zaczęło się od niewinnego spaceru..
Stałam przed drzwiami szarego domu. Wahałam się, wręcz bałam wejść do środka. Nie chciałam nikogo widzieć, nie chciałam niczego opowiadać ani wysłuchiwać dobrych rad, które nic nie dawały. W końcu zapukałam. Drzwi otwarła mi Emma. Miała podkrążone oczy, twarz opuchniętą od płaczu, było widać jak na dłoni, że nie spała całą noc. Zaszlochała i rzuciła mi się bez słowa na szyję. Trwałyśmy w tym mocnym uścisku przez dobrą chwilę, aż w końcu weszłyśmy do środka.
- Nic mi nie jest. Chcę być sama. – szepnęłam, choć widziałam, że ją to rani. Nie byłam w stanie wydusić z siebie ani słowa. Poszłam wziąć gorący prysznic, przemyłam rany wodą utlenioną, przebrałam się w czyste ubrania i położyłam na łóżku. Miałam nadzieję, że zasnę, ponieważ byłam naprawdę zmęczona, ale sen się mnie nie imał. Za dużo myśli kłębiło się w mojej głowie. Postanowiłam rozpakować swoje ubrania z walizek, lecz zabrało mi to zdecydowanie za mało czasu.
Było południe. Na dworze padał lekki deszcz, a w domu panowała okropna atmosfera. Nikt się nie odzywał, wszyscy byli w szoku z powodu ostatnich wydarzeń. Mnie dodatkowo dobijała szara bluza, którą rzuciłam na komodę. Musiałam ją jakoś zwrócić Edowi, ale tak, by mnie nie widział. Nie chciałam się z nim konfrontować i gdybym tylko mogła, to odłożyłabym to w czasie jak najdalej, ale wiedziałam, że po rozpoczęciu stażu nie będę go miała za dużo. Westchnęłam i wyjęłam z brązowej torby laptopa, by sprawdzić na mapie miejsce, w którym nagrywa piosenki. No tak, centrum. Jakieś dwadzieścia minut spacerem ode mnie. Spojrzałam raz jeszcze na bluzę. Zaczynałam żałować, że w ogóle ją pożyczyłam.
Gdy wychodziłam z domu, przyjaciele spojrzeli na mnie z niedowierzaniem, ale nie miałam siły im tego tłumaczyć. W sumie nie wiedziałam, co mam ze sobą robić. Nie chciałam siedzieć sztywno w domu i nic nie robić, z resztą atmosfera była fatalna, ale nie miałam też ochoty na żadne przechadzki. Bądź, co bądź, moje sumienie kazało mi oddać tą cholerną bluzę, więc maszerowałam teraz energicznie w stronę budynku ze studiem nagraniowym. Po drodze wstąpiłam jeszcze do małej kawiarenki, gdzie kupiłam przepyszną, mrożoną kawę. Chyba jestem uzależniona od tego napoju, ponieważ zawsze wywołuje on na mojej twarzy uśmiech. Tamtym razem również dodał mi otuchy, dopóki nie stanęłam przed gmachem budynku nagraniowego. W moim gardle pojawiła się wtedy wielka gula, a wspomnienia dnia wczorajszego odżyły. Powtórzyłam w myślach raz jeszcze plan – wchodzę, zostawiam szybko ubranie w recepcji i wracam prędko do domu. Zero rozmów, oprócz recepcjonistki. No cóż, co by mogło pójść źle? Wzięłam głęboki oddech i przeszłam przez ruchome drzwi.
Wnętrze studia było nowoczesne, ściany pomalowano na niebieski i biały, a cały rozkład mebli i ozdobników został starannie przemyślany. Również pracownicy, którzy znajdowali się w holu, byli eleganccy, wszystko tworzyło tu spójną całość. Będąc w trampkach, czarnych legginsach i czerwonej koszuli w kratkę zdecydowanie się wyróżniałam i przyciągałam uwagę innych, czego chciałam uniknąć. Chwyciłam w dłonie feralną bluzę i podeszłam do recepcji.
- Dzień dobry, czy mogłabym zostawić tutaj bluzę dla Eda Sheerana?
- Proszę pani, czy wyglądam na szatnię? – kobieta zmierzyła mnie chłodnym wzrokiem.
- Nie, ale bardzo panią proszę.. – powiedziałam błagalnym tonem, ale angielka nie dawała za wygraną.
- Może ją pani zanieść do sali 7B. Do widzenia. – zakończyła ostro rozmowę i wróciła do wpisywania czegoś na komputerze. Co za oziębła suka. Zacisnęłam pięści i ruszyłam wzdłuż korytarza. Po kilku chwilach znalazłam poszukiwany pokój. Oparłam się o ścianę i nasłuchiwałam, czy ktoś tam jest, ale panowała totalna cisza. Nacisnęłam delikatnie klamkę i weszłam do środka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz