czwartek, 19 marca 2015
Rozdział III
Chłopak stał jak wryty.
- Czemu aż tak Ci zależy, żeby stąd wyjść? – powiedział cicho.
- To mój pierwszy dzień w Londynie. Muszę przejechać trasę do studia, ogarnąć dom i się rozpakować, póki mam czas. Z resztą nie skończyłam czytać jeszcze scenariusza. – rudy westchnął ze zrezygnowaniem.
- Jak chcesz to zrobić? Przecież w holu jest recepcja i pełno lekarzy.
Gdy upewniłam się, że korytarz jest pusty przebiegłam cicho do łazienki, która znajdowała się kilkanaście metrów dalej. Zaczynał dopadać mnie lekki strach przed tym, że napotkam jakiegoś lekarza, ale starałam się odtrącić te myśli. W mgnieniu oka przebrałam się w stare ubrania, zastanawiając się przy okazji, kiedy ktokolwiek założył mi szpitalną pidżamę. Wygładziłam dłońmi błękitną koszulę, którą wsadziłam do czarnej, rozkloszowanej spódniczki, a na nogi włożyłam również czarne sztyblety, które pozostały z czasów, gdy jeździłam konno. Przemyłam twarz zimną wodą, a swoje długie, falowane włosy związałam w koka, po czym spojrzałam w lustro – wyglądałam normalnie, gdyby nie fakt, że podczas wypadku ostre krawędzie tablicy rejestracyjnej dosyć mocno poharatały mi brzuch, przez co koszula miała pamiątkowe ślady krwi. Zakryłam je, układając nienaturalnie ręce i przemknęłam z powrotem do pokoju, odczuwając coraz większy stres.
- Pomóż mi jakoś! – jęknęłam, odsłaniając poplamione ubranie. Ed stał chwilę w milczeniu, po czym ściągnął swoją szarą bluzę i podał mi ją, zostając w zwykłym, czarnym t-shirtcie. Moje nerwy widocznie mu się udzieliły, co dało się rozpoznać po nerwowym tupaniu nogą o wyblakłe linoleum i przygryzaniu wargi. Przełożyłam ubranie przez głowę i ruszyłam w stronę łóżka, by wziąć torebkę, lecz nie zdołałam do niego dojść. Momentalnie zasłabłam i wylądowałam na podłodze, tracąc na sekundę kontakt ze światem. Po chwili objawy zniknęły, lecz musiało wyglądać to dosyć groźnie, ponieważ Ed znalazł się tuż obok mnie z widocznym przerażeniem na twarzy.
- Na pewno chcesz stąd wyjść? – zapytał ostrożnie.
- Tak, nic mi nie będzie. – wyszeptałam, z trudem łapiąc oddech, jednak chłopak nadal był niepewny. W ramach potwierdzenia moich słów wstałam powoli z podłogi i posłałam mu ciepły uśmiech. Tym razem naprawdę szczery. Dziwiła mnie ta cała sytuacja – jednej osobie mówił, że nie obchodzi go moje zdrowie, a z drugiej robił kompletnie co innego. Jednak złość, której doznałam na początku naszego spotkania dawno już minęła, z resztą moje zdrowie nie obchodziło nawet mnie. Jeśli tworzyłabym listę ważnych rzeczy, to umieściłabym je na szarym końcu. Wiedziałam, że postępuję nieodpowiedzialnie, jak zawsze. Cholernie nieodpowiedzialnie.
Po upewnieniu się, że korytarz jest pusty, wyszliśmy razem miarowym krokiem w stronę wyjścia. Czułam się jak małe dziecko, które pierwszy raz idzie na wagary – w sumie nie wiedziałam, dlaczego aż tak się denerwuję. Tak naprawdę nigdy nie uciekałam ze szpitala, bo kiedy coś się działo, to broniłam się rękami i nogami, by do niego nie trafić. Skręciliśmy w prawo i przyspieszyliśmy kroku, ponieważ na naszym horyzoncie ukazały się drzwi wyjściowe. Jeszcze jakieś 200 metrów. Kątem oka zauważyłam dwie nastolatki czekające na przyjęcie przez lekarza, lecz oprócz nich hol był kompletnie pusty – nic dziwnego, w końcu zbliżała się 23. 100 metrów. Odwróciliśmy się raz jeszcze za siebie, by sprawdzić, czy nie widział nas żaden personel. I wtedy się zaczęło.
- Ed Sheeran! Ed Sheeran jest tutaj! – zapiszczała jedna z nastolatek, a echo rozniosło wieści po całym oddziale. Jej koleżanka ruszyła w naszym kierunku, natomiast z kilku stron dochodziły już dźwięki tupotu stóp. Rudzielec poczerwieniał ze złości i chwytając mnie za nadgarstek wybiegliśmy ze szpitala. Tuż przy budynku stało zaparkowane czarne audi, z którym niedawno miałam bliski kontakt. Prezentowało się jednak o wiele lepiej niż ja, i poza lekkim wgnieceniem na tablicy rejestracyjnej wyglądało jak nowe. Chłopak musiał mieć już chyba wprawę w uciekaniu, ponieważ w niemalże tej samej chwili otworzył dla mnie drzwi, usiadł w swoim fotelu i odpalił silnik. Zajęłam miejsce obok i ruszyliśmy z filmowym piskiem opon przed siebie. Przez kilka minut panowała kompletna, niezręczna cisza. W samochodzie unosił się słodki, waniliowy zapach, a każda część jego wnętrza, jak i zewnętrza wręcz krzyczała: „Jestem nowa!”. Podgrzewane fotele były wyjątkowo wygodne – od dawna na takich nie siedziałam, biorąc pod uwagę studenckie oszczędzanie. Czułam się, jakbym wręcz wylegiwała się przy ciepłym kominku, który stał w moim salonie w Polsce, a nie jechała z obcym mi mężczyzną przez nieznane miasto, co powoli zaczynało mnie usypiać. Do pełni szczęścia brakowało mi już tylko dobrej książki. Jednak nagle do mojego mózgu przebiła się – o dziwo – odpowiedzialna myśl. Dokąd wiózł mnie Ed? Przecież nie wiedział, gdzie mieszkam.
- Gdzie jedziemy? – spytałam oschle. Byłam zła, że musiałam przerwać popadanie w sen, którego tak bardzo potrzebowałam na koniec tego wyczerpującego dnia.
- Słuchaj.. Mój producent zrobił imprezę, są tam ważne osoby z biznesu, a ja muszę się tam pokazać.. – zaczął, a ja otwarłam usta ze zdziwienia.
- To bardzo fajnie, odwieź mnie do domu.
- Błagam Cię, muszę tam być! Zabiorę Cię ze sobą, a potem odwiozę do domu, albo możesz nocować u mnie, jak chcesz. Możesz nawet przesiedzieć te kilka godzin w pokoju, tylko błagam! – jęknął.
- Mogę nawet przesiedzieć imprezę w pokoju, co za łaska! – oburzyłam się.
- Z resztą, spójrz na mnie. Nie jestem ubrana odpowiednio na imprezę. Bo Ty myślisz, że jak jesteś gwiazdą to będę przez Ciebie zarywać pół nocy i paradować w brudnych ubraniach?! – rozkręcałam się coraz bardziej. Ed natomiast widocznie posmutniał. Widząc to, naprawdę się zdziwiłam – powinien się na mnie zezłościć, ale żeby martwić? Ta impreza musiała być dla niego serio ważna, ale nie znał mnie na tyle, by wiedzieć, że zawsze wybuchowo reaguję.
- Sorry, jestem zmęczona tym całym dniem. W takich chwilach zawsze się robię marudna. – burknęłam.
- Jak chcesz, to po drodze będziemy mijać jakiś sklepik z ciuchami, mogę Ci kupić coś do ubrania. – zaproponował, a ja pokiwałam głową. Impreza w otoczeniu snobów nie napawała mnie radością, ale byłam gotowa się poświęcić. Znaczy, będę gotowa, jak wypiję mocną kawę.
- Ale wisisz mi przysługę! – powiedziałam zaczepnie, a on odpowiedział mi słodkim uśmiechem.
Po tym, jak Ed powiedział ‘sklepik’ wyobrażałam sobie mały budynek na boku nieoświetlonej, zapomnianej drogi, prowadzącej do posiadłości jego znajomego pod miastem. Jak bardzo się myliłam! Pomimo, że byliśmy już na obrzeżach Londynu, to nawet tutaj znajdowały się centra handlowe. Zatrzymaliśmy się przy jednym z nich i weszliśmy, a właściwie wbiegliśmy do pierwszego, lepszego butiku. Chłopak ciągle mnie poganiał, więc pochwyciłam dwie sukienki z brzegu wystawy i poszłam je przymierzyć. Tu już niestety nie mogłam się spieszyć, ze względu na rany na brzuchu i udach, ale i tak w miarę szybko pokazałam się mojemu towarzyszowi w pierwszej kreacji. Była to miętowa, rozkloszowana u dołu sukienka, która kończyła się nad kolanami, idealnie zakrywając pamiątki po wypadku. Talię opasał brązowy, cienki pasek, a całość była zawieszona na dwóch ledwo widocznych ramiączkach.
- Jest cudowna! Bierzemy ją i wychodzimy. – powiedział, ciągnąc mnie w stronę kasy.
- Poczekaj! Muszę się przebrać, z resztą nie widziałeś jeszcze drugiej, koralowej. – Ed przewrócił oczami i uśmiechnął się szarmancko.
- A możesz wyglądać jeszcze piękniej? – poczułam, jak na moje policzki wylewają się wielkie, czerwone rumieńce.
--------------------------------------------------------
No i jest 3 rozdział c: Jakieś opinie, ktoś coś? Będę wdzięczna! :)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Nie wiem czy tamten komentarz doszeedł to powtorze. Swietnie, pisz dalej i kiedy nastepny?:D
OdpowiedzUsuńDzięki :) Następny.. Jakoś piątek/sobota ;D
OdpowiedzUsuńCiekawy rozdzial, cos sie dzieje! Pisz pisz pisz pisz i nie koncz haha :)
OdpowiedzUsuńO rany hahaha, dobre dobre :)
OdpowiedzUsuń